Ścięłam już wszystkie trawy. W tym tygodniu przez dwa dni przycinałam krzewy i drzewka owocowe. Poza wiśniami, bo je cięłam w lipcu po zbiorach. Na jedno drzewko trzeba przeznaczyć godzinę. Dobrze, że mam sekator na wysięgniku, tzw. żyrafę, ale i tak praca wymaga wspinania się po drabinie i długotrwałego podnoszenia rąk w górę. Sił na sprzątnięcie urobku już zbrakło.

Muszę te gałązki posortować. Ta najdłuższe posłużą jako tyczki dla pnącej fasoli, średnie będą dla groszku, a te najdrobniejsze pozrębkuję.
Rabaty są teraz nieco łysawe i widać na nich porzucone w głębi karpy po wykarczowanych krzewach i drzewach. Nie dałam rady ich wynieść. Sadzić jest fajnie, ale usuwać chore lub posadzone bez wyobraźni egzemplarze już nie.
W nadchodzącym tygodniu noce mają być mroźne, ale w dzień ma być słonecznie. Może się uda rozpocząć wreszcie przycinkę krzewów w nieformowanym żywopłocie. Trzeba się spieszyć, bo z ziemi wyłażą cebulowe. Szafirkom zaczęłam przycinać liście, żeby kwiecie było bardziej widoczne.
Poprzycinałam już powojniki włoskie do ok. 50-70 cm. Rabata z boku tarasu już uporządkowana. Długa prosta jest następna w kolejce.