Kochani, kiedy nie ma mojego ślubnego, to ja jestem bez żadnego nawisu. Nie obchodzą mnie nasadzenia warzywne, chyba, że mam kaprycho. Nie obchodzą mnie równe rządki, albo nie zebrane suszki jesienią. Kiedy będą chęci to zrobię, a jeżeli coś zostanie na zimę, to tylko urok spod śniegu i okrycie dla bylin.
Teraz tylko jeszcze jaki taki porządek i zebranie pędów kosówki na zimową nalewkę. Skoro na Syberii z sosny-pichty robią taki cymes, to i ja sobie naszykuję lekarstw na grypy i kaszle.
Latem jeszcze tymianek i majeranek do tego i będzie super.
Aktualne przymrozki wiosenne mnie też zawsze zapędzają w zgryzoty, czy moje hortensje przetrzymają taki stres. Drzewiaste, bez problemu, a ogrodowe niestety padają, i trzeba ciąć do korzeni, żeby się wykaraskały. A to nie zawsze są badylki z kwiatami. Annabelki też wtedy późno odbijają z karpy. Trudno, mus pogodzić się ze stratą.
Róże herbaciane u mnie padają w takim rozgardiaszu, dlatego mam tylko takie rabatowe, niskie.
Inne obejrzę, JAK BĘDĘ na miejscu. Trzymajcie się ciepło.