Gosiu pod Maszewo aż dojechałam

Na prawdę chcesz adres?
Aniu A krzycz sobie do woli, jak potrzebujesz. Jako matka ogłuchłam na wrzaski wszelakie. Z powodu szmaty nie robię sobie wielkich wyrzutów ale pisać nie ma oczym, no bo co? Drzewka fajne mi dziewczyny zaproponowały ale... no właśnie... Ola jabłonka śliczna ale nie wiem czy chcę mieć jabłonki od frontu i od zaplecza, i od boków bo sąsiedzi też mają. Obeliski no w sumie fajne ale coś mi nie gra, nie pasi. Sama nie wiem co.
Rzeczywiście, gdybym złapała za widły i zamiast móżdżyć wzięła się robotę to by mi głupoty do łba nie przychodziły ale roboć nie kogę. Jestem uzależniona od sąsiada. Otóż tuje z przedogródka muszę przesadzić pod sąsiadową ścianę a ta jest obecnie w remoncie, więc muszę czekać aż jego majstry uporają się z robotą, następnie spod rzeczonej wykopać gruz (a to łatwo i szybko nie idzie) i zrobić przeszczep tujek oraz hakuro. Dopiero wtedy mogę sadzić w przedogródku, czyli jak dobrze pójdzie to może do zimy się wyrobię. Mogę ewentualnie podać namiary na sąsiadowego fachowca coby go pogonić z robotą

.
Madziu ja bym nawet oddawać nie musiała, mogłabym posadzić na drugim końcu coby nie widzieć

. Ze mną obecnie jest ten problem, że co tydzień podoba mi się coś innego. Obecnie zastanawiam się nad szczepioną wiśnią kojou no mai. Ładnie kwitnie, jesienią ładnie się przebarwia a zimą widać śliczne gałązki. No i wiśnia do wiśni pasuje, tylko czy znowu za dużo tych wiśni nie będzie? Na tyłach też mam. Sąsiad też ma szpalerek przy granicy działek. Z drugiej strony przy drugim podjeździe planuję szczepione trzmieliny w rządku posadzić to by kulistą formą nawiązywały (tu udaję, że jestem mądra

). No ewidentnie za dużo czasu mam na to móżdżenie

.
Czosnki mnie zakwitły: