Wrzucam mój szkic ścieżki, bo chyba od tego powinnam zacząć projektowanie
Jak Wam się podoba taka ścieżka z płyt z takimi "przesunięciami" ( po to żeby rabata pod tujami nie byłam taka długa ,a wąska)?
Hej dziewczyny ferie się już skończyły. Czeka mnie lutowe czekanie na sezon pocieszyłam się kupnem nasionek, różnie to wygląda. W poprzednim sezonie ładnie kwitły mi heliotropy
niestety sierpniowe susze skutecznie je ususzyły tak jak tą przepiękną rutewkę
Dzisiaj krótki spacerek przez ogród - krótki, bo działka ma raptem 40 metrów długości, poza tym siada mi internet, jak zawsze w piątkowy wieczór i nie ściągnę za dużo zdjęć, mieszkających ponoć w chmurze...
Lasek przy wejściu - kiedy zmywam naczynia, mogę sobie obserwować sikorki, wróble, wiewióry, kowaliki, sójki, kosy - całe to wesołe towarzystwo mam jak na talerzu
Za zakrętem, po pokonaniu trzech dość płaskich schodów z podkładów, osiągamy centrum - trawnik o powierzchni kilkunastu metrów, który moja siostra nazywa"chusteczką"
Potem ścieżką znów pod górę:
Mijamy rabatę podokienną, gdzie co roku sadzę dalie:
Ja widziałam filmik jak Sarę pakują do sprzedazy , całe pola jej mieli. W wazonie tez ją miewam i jeszcze Festivę Maximę ale na ogół dostaję od znajomej która tak mi się odwdzięcza za roslnki, swoich nie tnę no chyba że leżą na ziemi. Co do gili to dzis juz jeden był i nawet zdjęcia mu zrobiłam z daleka bo przez okno ale ważne ze jest, samiczka pewnie tez ale ona bardziej sie chowa, pokaże sie później, mam nadzieje ze znów założą gniazdo na świerku.Pokaz swojego ptaka , zobaczymy co to , zięby juz od jakiegos czasu są wiec byc może że to zięba.
Z tym gąszczem to jest tak.
Na wiosnę, kiedy już można się zabrać za ogród, ziemia wreszcie czarna i kwitną forsycje - wychodzę do ogrodu, żeby obgolić pozostałe po zimie badyle bylin i przede wszystkim róże. Po kawałku doprowadzam ogród do porządku i powiem szczerze, widok uczesanego, wygładzonego ogrodu daje mi wielką satysfakcję - MAM PEŁNĄ KONTROLĘ - tak sobie myślę
Potem wyłazi wszystko zielone, pojawiają się po kolei żonkile, cesarskie korony, tulipany, bodziszki - i wreszcie pączki na różach - jest pięknie, kolorowo, wszystkie rośliny mają swój najlepszy czas, sobie przypisany kolor i kształt - uwielbiam ten moment. Wciąż jest jeszcze sporo pracy, ogrodnik czuje się wciąż potrzebny, a jednocześnie szaleństwo kwitnienia daje niezwykłą frajdę...
A potem jest już tylko gorzej - początkowo wydaje się, że jest dobrze, kwiaty zarosły całą glebę tak, że praktycznie nie trzeba pielić, ale przychodzi wreszcie ten moment, gdzieś około sierpnia, kiedy człowiek sobie zdaje sprawę, że wszystko żyje sobie własnym życiem, a ogrodnik jest ZBĘDNY...
Nic, tylko usiąść i patrzeć ! Wreszcie patrzeć!
I to jest właśnie ten moment:
Kawciu, Romuś, macham serdecznie.
Rano plażowałam, a po południu znowu spacerowałam sobie po starówce.
Dzień zaczyna się tutaj późno. O 8 rano jest szarawo, ale dopiero po 19 zachodzi słońce. Dla człowieczego mózgu to lepsza opcja. Po zakończeniu prac zawodowych zdąży złapać trochę słoneczka. A wyjście i powrót do domu w takich okolicznościach kolorystyczno- botanicznych to sama przyjemność. Wyrzut endorfin murowany. Nasz tynk mozaikowy na styropianie z pewnością tego nie zapewnia.
Lwie paszcze dla Miry i Pszczółki. Rosły sobie pod palmami w donicach. Z różnych światów, a pięknie się komponowały.
Rdzą malowane też było i wykorzystanie siedlisk jako kwietników.
I dekoracje inspirowane dziełem naszej ogrodowiskowej Pani Przyrody też były, ale gdzie im do dzieł Mariolki.
W każdym możliwym zakątku są kapliczki. Czasem w jednej są wszyscy świeci zebrani hurtem.