Celowo nie nawoziłam obcej ziemi, bo bez możliwości jej głębokiego przeorania (zmieszania) z gruntem rodzimym zafundowałabym sobie kłopot w momencie silnych opadów. Całość opadu zatrzymywałaby się w tej nawiezionej warstwie.
Działka jest na dawnym polu ornym. Ziemia jest bardzo żyzna. Jej zaletą jest duża zawartość substancji organicznych (nie muszę zaprawiać dołków). Rośliny pięknie rosną. W newralgicznych , pobudowlanych miejscach, przekopywałam widłami na "dwa szpadle", rozluźniałam glebę pociętą słomą, gałązkami, piaskiem, wysiewałam nawozy zielone. Rabaty są ściółkowane zrębkami, skoszoną trawą. Takie zabiegi były wystarczające w czasie normalnej pogody. Nie wystarczą, jeśli przez pół roku są dwa opady deszczu, a dodatkowo w zimie nie było porządnych opadów śniegu. Glina długo trzymam wilgoć w korzeniach roślin (plus), ale niestety w wierzchniej warstwie będzie zasychać (minus, bo nie da się podlewać).
Proszę o pomoc,ten rok to moje pierwsze doświadczenia z ogrodem,tej wiosny sądziłam azalie i rododendrony zgodnie z instrukcją ze szkółki ogrodniczej.Kwitly pięknie,ale po upalaach (rośliny pół dnia są na słońcu) zaczęły brązowieć im liście,najpierw rododendronom później azali,głównie tej większej.Czy to kwestia słońca, niewłaściwego pH czy też jakiejś choroby? ml