A skoro jesteśmy przy murkach, to żeby Was oczy nie bolały, pokażę swoje przedpłocie
Mało miejsca i w dodatku całkiem osłonięte od południa i wschodu, więc wsadziłam limkę, która miała tu robić za główną (i jedyną) atrakcję.
Potem doszedł fiołek jako zadarniacz, parę kłączy kosaćca, bo szkoda mi było wyrzucić, a wprawne oko dostrzeże jeszcze z tyłu stożek buksowy, który tutaj kibluje, zanim go nie przeniosę na właściwą rabatę

.
No i się okazało, że słońca to tu wcale nie brakuje, bo od trzeciej godziny nieustająco tu świeci, a i w południe ten daszek wcale dużo nie zacienia

Więc wszystko się ładnie rozrasta