Danusiu jeżeli to podpowiedz dla mnie to bardzo dziękuję nie znałam takiego drewka i widzę że chybA FAKTYCZNIE TRZEBA JE CIĄĆ W STOŻEK BO WIELE PRZEWODNIKÓW I pednula też jest ciekawa, pewnie też będzie problem z dostępnością u mnie ale coś wykombinuję
Danusiu, bardzo dziękuję za Twoją opinię
Nie pomyślałam wcześniej, żeby to jakoś wkomponować w całość. Oczka to już raczej nie przybliżę, bo ono... też już jest.
Tak wygląda patrząc od strony domu. Na razie niechętnie je fotografuję, bo taka pusta niecka straszy, a dopiero na wiosnę je wykończymy.
Jedyna co przychodzi mi do głowy, to żeby z czasem zmniejszać powierzchnię trawnika i roślinami połączyć to w jakiś sposób. Tak jak napisałaś. Zima przed nami, będę myśleć o tym.
A drzewka, o których pisałam, jak rozumiem, mogę kupować i sadzić.
Napisałaś, że ładne linie Dziękuję
Mnie się nie za bardzo podoba że placyk na leżaki i oczko są tak wyizolowane od reszty nasadzeń, nie jest to w żaden sposób powiązane roślinnością. Obiekty na trawniku.
Skoro placyk już jest to może do niego przybliżyć oczko?
Albo wszystko inaczej ustawić.
Reszta jest ok moim zdaniem. Ładne linie.
Uwielabiam patrzeć na Twój ogród Danusiu... Liście tulipanowca na trawniku przypominają o tym, że nieubłagalnie nadeszła jesień.... piękna, złota jesień. Lubię zapach liści i ich szelest pod stopami... Kiedy oglądam zdjęcia Twojego ogrodu po raz kolejny przekonuję się, że biel to również moja bajka. Monochromatyczne ogrody są tajemnicze.. i uspokajające. Biel ma tak wiele odcieni, że można się nią do woli bawić tworząc nowe kompozycje. Za każdym razem kiedy do CIebie zaglądam widzę takie nowe kompozycje - zawsze zachwycające, starannie dobrane i eleganckie. Jak z najlepszego katalogu...
Pozdrawiam serdecznie i zostawiam ślad, że byłam
Ev
Ja wiem że to były siermiężne czasy, trudne dla wszystkich, dla nas, dla naszych rodziców - ale to o czym pisałas wczesniej, że wiele dziewczyn samych robiło sobie fajne ciuchy, wiele robiło na drutach, haftowało, szyło, farbowało... ja też zrobiłam sobie kilka swetrów z ambitnymi azurami, z włóczki kupowanej spod lady albo w Pewexie, miałam spódnice uszytą wspólnie z koleżanką z lnianej tkaniny w niebieską kratke - z takiej na sciereczki, w domu barwiłam tetre ( tkanine na pieluchy) i szyłyśmy z niej bluzki, ozdabiając bawełniana koronka z pasmanterii ( garnek po farbowaniu był do wyrzucenia... a nowych garnków nie dało sie kupić) Ale tamte czasy wyzwalały w młodych dziewczynach więcej inwencji, pomysłowości - no i ta satysfakcja, że nikt inny nie ma takiego samego ciucha. Dziś jest łatwiej ale o wiele mniej interesująco - no chyba że podciągniemy pod takie działania te poszukiwania ciuchów w ciucholandach, to trochę tez tak jak kiedys...
Mam sentyment do tamtych czasów........choć dziś zyje sie atwiej i nie chciałabym żeby tamta rzeczywistośc wracała.
Kajaki kocham do dzis - co roku choc na kilka dni musze wyskoczyc na kajak. choć i wiek i mój gabaryt juz nie ten, ale urok pływania kajakiem ten sam pozostał.