Nie udało się wsadzić wszystkich roślinek.
Mąż zabrał się za tarasik, i co chwila "przynieś", "podaj", "potrzymaj" itp.
Taras będzie z desek używanych, więc czeka nas heblowanie i malowanie, ale przymiarkę już zrobiliśmy i wyszło miej więcej tak:
Rylam do ciemnosci
Zdjecia jutro jak efekt w swietle dziennym bedzie akceptowalny
Dokupilam dzis zurawek i kolejne dwie jezowki z wyprzedazy /6.5/ - tym razem znowu zolte - lejlani? Chyba tak nie chce mi sie wstawac sprawdzic.
Dosadzilam na rabacie z rozchodnikami, a potem kancik rylam juz doslownie.
Teraz podlewam - tzn. Czuwam nad kierunkiem strumienia wody bujajac sie na lawce
Plecy bola. Paznokci nie widze bo ciemno. Dobrze, ze kocie oczy swieca w ciemnosci to Futra nie podepcze.
Toszko wiem, że nie ma cudów, szanse małe. Dołek im przygotowałam głęboki, na bogato, zanim przysypałam, obficie podlałam, potem dosypałam i lekko dookoła przydeptałam. Dzisiaj pod wieczór (niedawno skończyłam), dosyć mocno przycięłam już wstępnie nadając im przyszłą formę kulowiska. Jutro podjadę po korzonka. Też jestem nastawiona bardzo sceptycznie. Nawet jak się przyjmie, to nie wierzę, że 100% i wyjdą dziury, ale będę o nie walczyć, bo już troszkę czasu i serca w nie włożyłam. Z cieniowaniem gorzej. Bo parawany mi porwie, bo to musiałyby być spore płachty (u mnie rozdzielnia wiatrów), a jak narzucę włókninę to je tylko zaduszę Pokombinuję.
Z daleka wyglądają całkiem jak ludzie...No zobaczymy. Jak padną, to tragedii nie będzie, włosów z głowy nie będę rwać a kuliska w tym miejscu i tak kiedyś będą.