Beatko, perovska jest ładna, ale musie mieć odpowiednie tło. Trudno się ją fotografuje, bynajmniej u mnie. Posadziłam dzisiaj ją na niebieską bylinową. Mam nadzieję, ze będzie dobrze wyglądać na tle ciemnego żywopłotu. Ale wcześniej musiałam wywalić połowę innych bylin: galiardię, nachyłki, liliowca de oro, przesadziłam krwawnika. Wczoraj zaczęłam to wysadzanie, przesadzanie, wyciepałam margaretki z rabaty i srylion siewek ...Potem padało i wszystko mi ładnie podlało. Zabrakło mi jednej sadzonki szałwii, ale sobie przypomniałam, ze za płotem mi się wysiała, więc poleciałam na pole i ja wykopałam. Niesamowite, jak piękną siewkę znalazłam
Widziałam się dziś też z koleżanką, która ma bzika na punkcie ogrodu, ale ma masę roślinek jednorocznych, skrzętnie zbierane nasionka, wysiewane wiosną. Zaprosiłam ją dziś do mnie, dostała kilka roślinek, które chciałam zastąpić innymi. Ja miałam po kłopocie, ona się cieszyła, że ma nowe byliny. Oddałam galiardię, nachyłki, liliowca stella de oro, a wczoraj siostrzeńcowi oddałam moją sianą kocimiętkę, by móc posadzić kocimiętkę od Ewy Podzieliłam się siewkami jeżówki purpurowej
Oczyściłam sobie rabatę, na której sadziłam niebieskie roślinki
Z przodu wąski pasek przymiotna, potem kocimiętka, która po przekwitnięciu przymiotna powinna je zasłonić. Dalej na przemian szałwia i białe jeżówki, a w plecach werbena, do towarzystwa dzisiaj posadziłam jej dwie plamy perovskiej
Na końcu tej rabaty zostawiłam kompozycję żółtych bylin
U mnie w szkółkach nie ma nazw odmianowych wrzosów. Będziesz musiała wybierać "naocznie". Z kolorem utrafisz,bo one już kwitną. Nie wiem, czy uda się trafić z wysokością.
Swoje zamawiałam przez internet, bo zakładałam tę rabatę w maju i w stacjonarnych szkółkach wrzosów nie mieli. Dlatego robiłam sobie ściągawkę z nazwami i kolorami.
Udanych zakupów!
Patrz jak sie rozrosło
wrzesień 2015
buhaha .....
toż naiwniaczka ze mnie.
Taka dumna jak paw chodziłam, piórka nastroszone, nosek zadarty i te sprawy.
Bo myślałam, że kawał dobrej roboty odwaliłam przygotowując dołek pod borówki amerykańskie. Bo dużo torfu nawaliłam. Właściwie to sam torf. Kwaśny, żeby nie było. I tak myślałam, że borówkom zrobiłam dobrze. Na ostatek podsypałam jeszcze korą.
A i owszem obrodziły i rok temu, i tego lata. Bo i dbałam o nawilżenie, a ostatnio to nawet troszkę borowiny im podsypałam. Więc zadowolona chadzałam. Do czasu. Do czasu, aż gdzieś przeczytałam kolejne z toszkowych mądrości, że torf po roku to dużo traci ze swej kwasowości, że mikroryza itd. Więc oczy mi Toszka okulistka otwarła i w te pędy jutro kwasomierz glebowy odpalam i sprawdzam to "peha". I zobaczymy kto tu jakiego ma pecha (czy może i szczęście, że na toszkowe mądrości się natknęłam).
Ale żeby nie było:
Nie były takie złe. Choć jeden krzak uparcie odmawia współpracy i nie kwitnie, że o o owocowaniu nie wspomnę (z rana zerknę co to za odmiana).
No i nauka dla mnie na przyszłość: Nigdy nie osiadaj na laurach.
Pokazywałam dziś na fotkach koleżance werbenę patagońską, jakoś nie padła z zachwytu. Ale po dwóch godzinach pojawiła się u mnie w ogródku i zobaczyła ją na żywo. Zapragnęła ją mieć. Muszę tylko pamiętać, by zimą ukopać jej kilka kęp, niech robi sobie sadzonki. Sebek, wiesz, ze u mnie nie było żadnej siewki werbeny po zimie?
A ty wydłubywałeś jak chwast
Gdyby nie sadzonki, nic bym nie miała