Ogrodnik jak się patrzy.. wczoraj mi powyrywał wszystkie pieczarki z trawnika
Ale na razie ma nową fascynację ... samochody.. nie da siego wydrzeć z auta.. a za to mnie mało rodzice wczoraj na suchej gałęzi nie powiesili.. koniec z wchodzeniem do supermarketu bez wrzasku i płaczu
Całą wycieczkę i drastyczne zmiany wysokości okupiłam paskudną migreną, ale zdecydowanie było warto , a na takie dolegliwości i tak byłam przygotowana...
Wyrzuciłam Amazony i Bronzitę, po zimie nie odbiły jak trzeba, a palące słońce je dobiło, mimo, że starałam się utrzymywać stałą wilgotność. Teraz żal mi jedynie tych dziesiątek litrów wylanej w nie wody .
AM jak siano
Po akcji i co dalej???
Miejsce po Bronzitach
Może miniaturowa irga? Choć wolałabym jaśniejsze i lżejsze tło do kulek.... Do tego, gdy donica będzie grafitowa, całość zrobi się za ciemna.
No Ewuś jestem pod ogromnym wrażeniem !!!
Fotki artystyczne wręcz. A ta pajęczyna na ostatnim zdjęciu jakbyś ją na szydełku zrobiła sama i zawiesiła dla większego efektu
Ech dobrze do Ciebie zajrzeć bo zaraz dostaje jakiegoś takiego poweru i lecę do siebie walczyć dalej żeby też mieć chociaż po części tak pięknie...
Pozdrawiam niedzielnie
Łukasz, tylko czasu ciagle brak, za wolno jednak się przemieszczamy, powinno sie 300 km w 30 minut pokonywać
30 letnia azalia robi wrażenie, jej dziecko u mnie, dzięki Gosiu
zdjęcia nie oddają tego piękna, w realu cudniej
tu też świetnie, bardzo mi się ogród podoba
chyba cos jednak z woda u mnie zawita, mimo urazu
Gosia, mistrzyni iluzji i nastroju
Ewo, z berberysami posadziłam Miskanta Gracilimusa. Warunki ma w donicy idealne. Sporo kompostu i wilgoć. Zastanawiam się i dochodzę do wniosku, ze w przyszłym roku (choć nie jestem pewna) chyba to zestawienie pójdzie na ognistą rabatę, tam będzie miał więcej miejsca. W zeszłym roku kupowałam sadzonki takie zwykłe, maleńkie. On nie podwoił objętości, on ją podziesięciokrotnił. Boję się , co będzie za rok. Muszę tu wymyślić godne zastępstwo. Jeszcze nie mam pomysłu, ale nie mogę co roku wysadzać i dzielić. Choć rolę firanki przy tarasie odegrał świetnie. Jak się siedzi przy kawce, sąsiedzi w tej chwili nas nie widzą. Dziś robiłam fotki, jak piliśmy kawę. Nie było specjalnie nic widać.
Zastanawiam się nad berberysem, czy jesienią się tak ładnie wybarwi, jak rok temu? Na razie jest bordowy. A rok temu był czerwony
Taki mam widok:
Tak wygląda z tarasu:
Roślinki, które zamieszkały i mnie dzięki wielkiemu sercu Toszki. Fotki niestety nie oddają ilości ani piękna tych roślin. Szkoda, że nie sfociłam bagażnika jak wiozłam.
Stipa- oooromne łany stipy. Tu zeszłoroczna
Tegoroczne siewki dostały do towarzystwa iglaki i miniaturowe róże.
Żurawina - jakie łany jej ma Toszka, cudowna. Choć słuchy chodzą, że eMuś ususzył- ogromna strata.
Brązowa turzyca
Lilie i czosnki- część wsadziłam od razu do donic, część obsuszyłam i posadzę jesienią.
Wyczesałam nasionka starym grubym grzebieniem. Stoi sobie chwilowo wiaderko z nasionkami w kotłowni na oknie. Pytanie mojej córci:
Mamo, co to za włosy są w tym wiaderku? Tola przecież ma czarne
Ja się nie odkochuję. Wyrwać nadmiar zawsze można, a stipa robi w niektórych miejscach świetne tło w promieniach słońca. Tylko trzeba to dostrzec
co tam płaszcz, jakie piękne zakupy - to sama radość, jak na nie spojrzysz to pomyślisz o płaszczu, że dobrze że go nie kupiłaś tylko roślinki, które będą pięknie rosły
Starał się, zważywszy, jak się ciągnął za Krzysiem
Gosiu, powiem że ogród mnie bardzo pozytywnie zaskoczył, jest piękny, przebogaty roślinnie, pracy w nim masz mnóstwo, ale jednak warto, pełno ciekawych rabat, połączeń, wszystko bardzo zadbane,co chwilę cos uwagę przykuwa. naprawdę myslałam, że jest mały, a wcale tak nie jest, bo tych rabat pełno i takich bogatych na dodatek, masz ślicznie, a jak remont się skończy, to kolejne miejsce do podziwiania będzie
Dziękujemy za pyszne jedzonko, towarzystwo pełne ciepła i humoru...tylko ciut mi tego kota żal
królestwo Gosi
jak na suszę to i tak nie jest źle, wiem co mówię, bo u mnie widzę
taki gość, a była super ważka koło oczka, mega wielka
i właścicielka
Kochani, właściwie 2 dni poza domem, ogród musiałam do późna podlewać, rano później wstałam
dom i reszta nieogarnięta
rodzina mi się rozmnażaz nas 2-ga, tyle luda już
urodzinkowo z córcią, obie idziemy powoli w blond
nóżki u Gosi pomoczyłam, to letni rytuał, ale było przyjemnie
pojedliśmy pyszności, chleb wysmienity, szkoda ze nie było do kupienia