A ja właśnie zaczęłam pisać o majowej wyprawie. Jeden ogród już jest, w poniedziałek następny. Przyjdzie też kolej na ogród Lady Morton z wielce zasobną galerią zdjęciową.
Danusiu, gdzie tam przygotowana...to był żywioł....
Ja w tym dniu wróciłam z dość dalekiego wyjazdu...miałam półtorej godziny na podanie chłopakom obiadu i spakowanie rzeczy do wiankowania...
A fartuszki...no cóż...złapałam co pod ręką....
Fartuszek...rzeczywiście w bardzo naszym czyli ogrodniczym guście...
A zdjęcia robiłam sama...a tam gdzie ja na zdjęciach...robił mi mój M...
Fartuszek Anity...bardziej w włoskich klimatach...oliwa i te sprawy...
Nie udało mi się kupić dla niej takiego samego...szukałam...ale nigdzie nie ma...
U mnie nawet nie wiem ile na minusie, bo nie mam dostępu do termometru... wylewka jest świeżo zrobiona, ale fajnie. Jak w ogrodzie zasypało, to w domu coś się dzieje.
Martek, aaaha to o to chodziło, tak ja też bym tak chciała ale moja kuchenka za mała na pogaduszki, chyba ze da się wykroić mały kącik. Witek coś wspominał o tym. Zobaczymy jak się z tym pomieścimy.
Ciepłe kraje z powodu kuchni mi nie grożą jednak..najwyżej wystawa gdzieś w Niemczech A potem już wiosna.