Małgosiu dzięki za tak miłe słowa no przy tych temperaturach, to teraz popatrz co się dzieje, fajnie, że cię ominęło, tylko deszczu nam brak, chyba trzeba będzie niebawem inne rośliny sadzić, bo robi się u nas Hiszpania, buziolki
a tu liliowce, co po 4 latach zakwitły, jak juz miały out
Powiem ci, że ją podziwiam, ma ekstremalne warunki, nigdy jej nie podlewam, tyle co nieba
Tak myślałam, że ją mogłaś mieć, jeszcze w necie poczytam, ale już ślimaki się do niej dobrały, a lepieżnik, co nowy liść, to atakują, granulki nawet nie chronią...
za to te lilie, co nie zjedzone, pachną i cieszą, ale trawy mi wszystko zarastają, rok temu malutkie, a w tym ogromne, do dzielenia, albo..nie wiem..
Borbetko mam 4 sztuki; jesienią robią się takie pomarańczowo czerwone, przy okazji jak znajdę fotkę, to pokażę. Moje sa w tak późnym słońcu jesienią i się wybarwiają, to myślę, że powinny, u mnie rosną 4 lata, pozdrawiam
a tu begonia, co w cieniu mi idealnie rośnie, za rok powtórka będzie
Bożenko, Ewuniu, Iwonko miło mi, że zaglądacie i zostawiacie ciepłe słowa
Dla Was moje małe balkonowe królestwo. W sumie to nie wiem czy moje, bo pełno tu motyli, bączków, pszczółek malutkich os i innych żyjątek, których nie znam ale chętnie podglądam ich prace.
Zapach heliotropów unosi się nawet w domu
Kasiu spokojnie, odpoczywajcie
Ha, ha...wykwintna...daleko do niej, ale nawet dobra byłafajne masz geny, znaczy moje też muszą być genetycznie, ale nieciekawie uwarunkowane
buziole
lilie zakwitły, te moje ulubione i pachnące
jednak te zwykłe są cudne, tak samo rudbekia i suszę jednak wytrzymują
Mathildis
Aniu, brak deszczu widać, a podlewać się nie zawsze chce, jedynie ta pnąca hortensja nic się nie zmienia, jej nic nie szkodzi zatem po upałach się zabiorę
ZielonaAnia
Aniu, no różnie, ale jest i tak nie najgorzej na tę suszę, ale ogród do plewienia i cięcia, na razie nie chce mi się
pora na formowanie perukowca, był ścięty do ziemi, ładnie odrósł, ale nie chcę już giganta drzewa
w tle hakone do dzielenia i sadzenia, ale załatwiłam molinie, to poczekam z tym
Przybiegłam z ogrodu pokazać nowego gościa.. pierwszy raz widziałam takiego motyla .. i tak wielkiego W dodatku mnie się nie bał, latał wokół mnie i zainteresowany był werbeną... nic więcej go nie interesowało.
Od wystawy południowej całe są rude po mroźnej zimie. I potem długo się regenerują.
Nie wiem ja k jest w centralnej Polce bo tam nie mieszkam, ani nie bywam.. odpowiadam jak jest u mnie. I drugi raz bym ich nie posadziła. Na żywopłot powinno się sadzić rośliny odporne.. bo jak się wysypują, to potem jest problem co z tym zrobić. Jak wypadnie jedna roślina, to kompozycja się co najwyżej zburzy i jest miejsce na nowe, a dziura w 40 metrach żywopłotu już straszy.
To i tak dobrze wygląda bo w realu gorzej..
A teraz idę sprzątać pobojowisko po wieczornej akcji.
Patrzyłam sobie grzecznie, jak rośnie, oglądałam i robiłam zdjęcia co tydzień, bo z roślinami jak z dziećmi - widzisz codziennie i jeżeli nie ma porównania w czasie to można nie zauważyć jak urosły. Tak to wyglądało na przestrzeni około 3 tygodni.
A tak wyglądało dwa tygodnie temu, kiedy jeszcze kwitła ostróżka a naparstnice nie straszyły jeszcze (poobcinanymi już) zaschniętymi badylami
Nawet hortensja zawiązywała już kwiaty (dziś ma piękne białe stożki tak duże, że chyba ja czymś podeprę )
Wygląda dość gęsto, ale to nic, doświadczenie okazało się sukcesem- wiem co jak mniej więcej wygląda. W przyszłym roku na wiosnę, gdy pojawią się kolejne rabaty połowa roślin i tak zmieni miejsce i będzie kolejna rewolucja.
W kwietniu przyjechała ziemia do wypełnienia podniesionych rabat. Uznałam, że teraz nie ma już odwrotu. Nasypałam i na początku maja ruszyłam na polowanie.
Początkowo planowałam, żeby rabaty były fioletowo-biało-różowo-niebieski, z racji tego, że dużo roślin, które lubią cień tak własnie kwitnie. Znalazłam w niedalekiej okolicy centrum ogrodnicze tak duże, że dostałam zawrotu głowy. I nakupowałam oczywiście nie tylko fioletowo-biało-różowo-niebieske.
Na pierwszy sezon zaplanowałam "obwąchiwanie" się z roślinami, oglądanie, jak się rozrosną, jaki będą miały pokrój na jakich etapach i jak się będą wybarwiały. Dlatego też, czytając etykietki jakie mniej więcej powinny być - wepchnęłam je radośnie do ziemi. Początek był, powiedziałabym "łysy". Ale w kwestii ogrodu jestem zadziwiająco cierpliwa. Pomyślałam - pożyjemy zobaczymy.
nie wiem czy te zdjęcia będą pomocne, ale jeśli tak- proszę
te rabaty są ciągle nieskończone, nie ma stożków, chcę inaczej porozkłądać carexy, zresztą widać jeden jeszcze w doniczce a na koniec trzeba zamienić korę na żwirek, dlatego nie lubię ich pokazywać