Miałam dzisiaj urlop, ale mało zrobiłam, bo w sumie wzięłam go w innym celu niż ogródek. Jasiowy miał szczepienie, a Marysia egzamin z fortepianu, wszystko poszło gładko na szczęście.
Co do ogródka, to też udało się coś porobić, bo mama moja przyjechała mimo, że ja byłam w domu, więc ja w tym czasie skoczyłam do warzywek. Prawie wszystko opieliłam, tzn. skrzynie wszystkie, a reszta jako tako

Chyba Kasia bardzo kibicowała moim porom. Też zostały pozbawione nieproszonych gości w postaci chwastów, został tylko koperek, który sam się wysiał

Wyglądają już lepiej i przypominają pory, a nie jakieś źdźbła trawy

Może do zimy zdążą urosnąć?