Anka, właśnie wróciłam z działki - dwa dni odkopywaliśmy ją z igieł... Kilkanaście taczek wyszło, z samego podjazdu i trawnika. W lesie zagrabiłam tylko barwinki, bo całkiem pod igłami zniknęły - to jednak chyba trochę za niskie roślinki do takich warunków. Pewnie latem, w czasie wyrastania nowych pędów, by się wygrzebały nad dywan igłowy, ale teraz jak mają zamiar kwitnąć to jednak wolałabym je widzieć Igły na razie zwiozłam w jedno miejsce i udeptałam, następnym razem będę się zastanawiała co z nimi zrobić.
Moje barwinki (może nie wyglądają jakoś szczególnie, ale wierzcie mi - jak na moje warunki to potwory):
Szafirki... co myślałam, że zdechły w towarzystie runianki Variegata, która nie chce w ogóle rosnąć od trzech lat. Jakaś felerna mi się trafiła, czy te Variegaty takie dupne są???
Z pewnością nie będzie tak ładnie bo te cebulki mi się zmniejszyły i te pączki w tym roku są o niebo mniejsze
dobrze, że dosadziłam na jesień
today in blue
Nic nie robię, bo przetrąciłam sobie żebra. Boli jak cholera. W sobotę odwiedziliśmy działkę. Część krokusów,zbierające się do kwitnienia narcyzy, bratki i wychodzące liliowce posłużyły sarnom za przekąskę. Reszta bez zmian, bo nie mogę się ruszać. Parę zdjęć.