Poza tym w ogrodzie wszystko zasuwa i nie nadążam z podziwami oraz pieleniem.
Gdzie nie spojrzeć, tam niespodzianki. Tu kompozycja tulipanów, które już rok temu miały być Dolls Minuet. Nadal nie są. Zgrywają się wraz z rzeżuchą, rzecz jasna, że dedykacja dla Mgduski
Narcyz Moonlight Sensation to faktycznie sensation, rozszalał się, tyle kwiecia? Jestem pod wrażeniem.
Pierwszy raz mam to cudo w ogrodzie i jestem bardzo ciekawa, jak wygląda na żywo.
Weekend ciepły i słoneczny, mam nadzieję, że wszystkie poryjemy sobie do woli
Dołożyłam brukarzom zadanie wyłożenia ścieżki przy tarasie - okazała się ona konieczna, gdy przy tarasie powstała rabata z judaszowcami i nie można było sobie swobodnie przejść po trawniku jak za dawnych czasów, a chodzenie po stopniu schodka jest niekomfortowe… i w ten sposób kostka zamknęła z dwóch stron taras, placyk lekko poszerzył się, jest spójnie. Różnica pomiędzy nową kostką i jej czystym wypełnieniem, a starą, zatrze się za czas jakiś.
Jesienią było tak:
Dziewczyny, dziękuję! To dla mnie szalenie ważne, że na forum potrafimy wspólnie cieszyć się, choć wspólnie biadolić ponoć łatwiej
Oprawa szklarni w pewnym momencie dojrzała w moich myślach jako konieczność. W myśl zasady, jeśli konieczne - po co zwlekać - zgłosiłam sprawdzonym brukarzom potrzebę. Pomiary i wycena odbyły się. Odpowiedź była na tak, ale wiadomo, obłożeni pracą i odezwą się, gdy będzie luz. Długie milczenie skłoniło mnie do telefonu przypominającego o moim istnieniu i miało to miejsce w ten wtorek. Odpowiedź: na razie mamy dużą robotę, może coś w maju, proszę czekać. Po czym dzień później, w środę o 17 dostaję telefon „Co by Pani powiedziała, gdybyśmy byli jutro o 7?” Przesadzałam rośliny przy latarce Jak rzekli, tak zrobili, a dziś - w piątek - po powrocie z pracy nie zastałam już brukarzy, za to wszystko ogarnięte, posprzątane i efekt jak należy. Brukarska niewidzialna ręka
Tu wczoraj rano:
Tu dziś:
Aby rozwiać wątpliwości, czy oby nie wzięłam się sama za tę pracę, wstawiam materiał dowodowy Taczki były trzy Przy okazji zwróćmy uwagę na kwiatki w tle Jolu Nie pomijamy wyczekanych kwiatków absolutnie
Dzisiaj był piękny dzień! Wreszcie.
A teraz o kamieniu.
Pod koniec budowy jedno z moich pacholąt zapytało mnie, czy chcę przygarnąć kamień, który gdzieś tam się u jego znajomego poniewiera na placu. Wyraziłam zainteresowanie i wkrótce przyjechało do mnie kilkanaście kamieni (podejrzewamy, że to gnejs). One były równo przycięte tylko z jednej strony, a druga strona była wypukła/ Tak jakby ktoś kawałek jajowatej czy kulistej skały przeciął na pół. Każdy kamień miał wywierconą dziurkę. Pacholę twierdzi, że to na wypadek, gdy ktoś chciał w tych dziurkach zamontować oświetlenie.
Część kamieni wykorzystałam jako zaakcentowanie drogi do kompostownika- są włożone w odstępach w trawiastą ścieżkę, część wyłożyłam wzdłuż przedniej części kompostownia, a z kilku zrobiłam stopnie na skarpie.
Żeby ziemia mi się nie obsypywała, to dla jej przytrzymania wykorzystałam tojeść rozesłaną.
Tojeść szybko wykonała to, co do niej należało. Po kwitnieniu przycinam ją, żeby nie zarosła kamieni, bo wtedy robią się za śliskie.
Działka ma kształt nieregularnego czworokąta ze spadkiem ok. 1 m w kierunku zakątka z brzozami.
Jako pierwszy powstał tzw. kokon, czyli nasadzenia wzdłuż granicy działki. Ze względu na ten nieregularny czworokąt zrezygnowałam z linii prostych. Linią falistą (łukami) łatwiej było zgubić zróżnicowane odległości bryły domu od granicy.
Po przeprowadzce zajęłam się organizacją przestrzeni pośrodku. Po kilkudziesięciu dniach kopania było tak
Następnym etapem było zniwelowanie spadków. Powstała wtedy pierwsza rabata półksiężycowa, nieco wyniesiona nad poziomem trawistej ścieżki i z konieczności zabezpieczona łupkiem.
Kiedy powstał warzywnik, to wraz z nim pojawił sie pomysł na drugą rabatę półksiężycową oddzielającą część użytkową od ozdobnej. Uznałam, że nie potrzebujemy aż tak wiele trawiastych powierzchni i między tymi półksiężycami pojawiło się tzw. rondo. Równolegle czyniłam starania, aby zamaskować nieco betonową przykrywę studni zbierającej deszczówkę. W pierwotnej wersji wyglądało to tak
Na pierwszym planie byliny wokół studni, za nią tzw. rondo. Po przeprowadzce skarbonka świeciła dnem i obsadzałam tym, co miałam pod ręką. Zakupy roślinne czyniłam głównie z darowizn otrzymywanych z okazji urodzin, imienin czy Dnia Mamy. Kupowałam mikroskopijne drzewka i krzewy, aby funduszy starczyło na jak najwięcej sadzonek.
Wizję miałam rozrysowaną na kratkowanym papierze. Mam taką przypadłość, że ogród widzę jako zbiór plam i kształtów. Detal, konkretna roślina- to pojawia się zawsze na końcu. W kolejnych latach usuwałam to, co mi w tym układzie zgrzytało, a dosadzałam to, co wydawało mi się lepsze.
Pierwotnie na rondzie rosła glediczja Sunburst. Niestety po dwóch sezonach wichura złamała ją w miejscu szczepienia. Z półksiężyca wyleciały dwa tamaryszki, bo za bardzo zdominowały rabatę- za ciężkie były wizualnie. Na skraju tych półksiężycowych rabat dobrze sprawdzają się niewielkie drzewka. Taka lekka przesłona powoduje, że nie widać od razu całości.