Kochani, nakreślam bardziej ten mój problem z tym miejscem, chciałam to pominąć, ale co mi tam

-sąsiad to osoba ciekawska, wybitnie wszystko wiedząca i znająca (według niego oczywiście...), donosząca i kombinująca. Nie ma szans na to, abym się z nim dogadała, nie potrafię, sam jego widok wywołuje u mnie napad agresji niestety a po za tym jestem pewna, że byłoby od razu tysiąc pytań do.. i wielkie kręcenie nosem. Chcę tego uniknąć, ona na tę stronę ogrodu nie ma podglądu, więc jak cichaczem pomaluję i wrzucę bluszcz na ścianę to nie zauważy, tym bardziej, że po jego stronie też taki bluszcz rośnie, więc w razie czego powiem, że pewnie dolazł i do mnie i sobie rośnie.
-mój 'dół' o którym już wspominałam kilka razy to drugi kłopot, ojciec, z którym raczej nie rozmawiam uważa, że wieś to wieś i gnojownik, bałagan, gruz i inne przypadłości ogrodowe na wsiach to normalka, po to jest według niego ogród, aby było gdzie ten cały syf trzymać. Walczę z tym jak mogę i co roku coś przerabiam po troszku, aby nie podpaść. Nie chodzi o to, że się go boję czy coś, tylko nie lubię awantur, więc nie wchodzimy sobie w drogę. To miejsce, które chcę upiększyć to do tej pory była składowalnia drewna, jeżeli je przywieziemy.
Tak wyglądało to miejsce kilka lat temu
Ogarnęłam to ile mogłam, tu już posprzątane, jako tako
z lewej strony na tych zdjęciach widać zagrodzony kojec (tam był pies) i różne resztki z budowy
tutaj kojec już zlikwidowany, potem zlikwidwałam również to ogrodzenie, zdjęcie zrobione z okna dachowego, bo tak najlepiej widać tę strone ogrodu
i poukładane drewno
jeszcze kilka ujęć