Nie pamiętam już teraz dokładnie, kiedy młode wyfrunęły z gniazda.
Wydaje mi się, że to było w pierwszej połowie lipca.
Na łąkach zrobił się straszny tłok, bo młode dołączyły do starych.
Same już szukały pożywienia.
Bocianków było dużo, rosły szybko. W gnieździe robiło się ciasno, coraz ciaśniej. Rodzice musieli usuwać się z gniazda, żeby młode miały więcej miejsca.
Ale jednocześnie musieli sprawować pieczę nad maluchami.
A skąd najlepiej obserwować co się w gnieździe dzieje i mieć baczenie na bocianiątka?
Z dachu naszego domku, oczywiście
Mama (a może to tata?) nie spuszcza gniazda z oka
Jakiś frasunek czy jedynie codzienna toaleta?
Jestem zwinny, na jednej nodze też ustoję
Do czasu, aż młode nauczą się latać, takie wspólnie spędzone chwile przez rodziców zdarzają się rzadko
Witam w wątku o bocianach.
Opowiedziałam o "swoich" bocianach w swoim wątku , i zasugerowano mi, by pokazać to także gdzieś odrębnie, w "bajkach przyrodniczych" lub wątku "poznajemy ptaki".
Pomyślałam jednak, że boćki to temat - rzeka, a ponieważ wszyscy je bezbłędnie rozpoznają, warto w odrębnym wątku przybliżyć jak żyją.
Zachęcam wszystkich do dzielenia się swoją wiedzą o bocianach i obserwacjami
Dla porządku wyjaśniam, że bociany - bohaterowie mojej opowieści tak naprawdę nie są "moje", mają gniazdo u sąsiada, po drugiej stronie drogi.
Ja mam fantastyczny widok na gniazdo Mogę je obserwować godzinami
Wiosna 2011 r.
Kiedy wiosną ubiegłego roku po raz pierwszy, w dniu 25 marca zajechaliśmy nad Rozlewisko, pierwsze bociany były już tam od kilku dni. Zasiedlone były już dwa gniazda.
Dość powszechne jest przekonanie, że bociany zasiedlają corocznie to samo gniazdo, a nasz Wojtek tegoroczny, to ten sam, co był u nas w poprzednich latach.
Tak nie jest. Bociany - jeżeli mają wybór - wybierają najlepsze gniazdo. Najlepsze pod względem dostępu i bliskości pożywienia, położenia gniazda względem stron świata, ukształtowania terenu i budynków wokół gniazda....
Zdarzają się bójki pomiędzy samcami o gniazdo (ja nie widziałam), a także bójki pomiędzy samicami
Bo trzeba tu rozprawić się z kolejnym dość powszechnym przekonaniem, że bociany łączą się w stałe pary.
Bociany nie są monogamistami. Owszem, łączą się w pary, i takie związki potrafią trwać latami, ale samice, kierowane instynktem zachowania gatunku, jeżeli mają wybór, wybierają dorodne samce z wypasionym gniazdem
Samce najczęściej przylatują kilka dni wcześniej, niż samice. Zdarza się, że kiedy poprzednia partnerka przylatuje do gniazda, zastaje już tam inną, często młod-sz-ą, samicę Stąd i wśród samic zdarzają się potyczki
Bociany najczęściej mają 3- 4 młode. W ubiegłym roku w "nasze" bociany dochowały się pięciorga piskląt!!!!
Tu niestety, bocianięta są małe i wcale, ale to wcale ich jeszcze nie widać. Widać jedynie mamę (lub tatę):
Może być cukrowy,bo nie mam.Dla Ciebie mam zaznaczone zielone i fioletowe mieczyki,gdybyś jeszcze coś wypatrzył to pisz.Mam do oporu tej trawy,która jest na fotce koło rozchodnika,nie wiem jak się nazywa
Majeczko a co to za trawa ? napisz coś o niej A ten rozchodnik ma listki z bordową obwódką?
Chyba będę sępić u Ciebie!! Oczywiście wymiana handlowa!
i jeszcze parę ujęć ta rabata różowo- fioletowa jest klasycznie angielsko- ogrodowiskowa
idealna trawa, tam boso można chodzić; Jakuci twierdzą, że chodzenie po rosie leczy stopy i wiele innych chorób; oczywiście w tle widoczna szklarnia, chciejstwo wielu z nas
Maciek, pierwsze przygotowania
mówiłam, że alejka cudna, ale ta kompozycja żurawek i berberys ,,admiration: też robi kolosalne wrażenie
Gratuluję ,Teresce,mistrzyni kuchni i salonów!
Choć nie jest mi znajoma z bliska,
Ani nawet nie jest z Ogrodowiska,
To jednak Włocławek jest o wiele bliżej do mnie niż Rzeszów!
No i mężowskie korzenie gdzieś pod Radziejowem....
Czy jak będę w potrzebie.....mogę się uśmiechnąć do Ciebie?
Kwiatek dla Tereski! Albo i dwa!
No to te róże moim zdaniem zdadzą egzamin. Tylko powinnaś przejechać się do jakiegoś ogrodu, albo szkółki, na żywo zobaczyć. Bo tak ze zdjęć to można się troszkę rozczarować, albo nie docenić odmiany, która właśnie świetnie by pasowała. W Powsinie o ile pamiętam sporo róż mają. Albo odwiedź jakiś różany ogród ogrodowiskowy
Kocham róże, mam ich coś koło 30. W zeszłym roku część kupiłam przez internet. Przyszły marne sadzonki. Zresztą marne to za dużo powiedziane, zdechloki były. Kupowałam też w supermarkecie. I jedne i drugie (w wiaderku są internetowe) nie przetrwały zimy. Potem znalazłam blisko (!) szkółkę róż i kupowałam tylko tam. Całe szczęście, bo musiałabym wymieniać wszystkie. Jednakowo były opatulone na zimę, tamte nie przetrwały
Pomijam oczywiście to, że część z nich była zupełnie inna niż na zdjęciach
Great Star.. to jej 3 sezon w ogrodzie..... tnę co roku I jest wielka....
O właśnie miałam zapytać czy to ona. Ładniutka jest. Wiesz, że podglądam jeszcze róże. Które Ci się najbardziej podobają? Queen zakwitła w końcu porządnie czy się ociąga?
A co do spotkania, to przyznam, że żal mi pupcię ściska, że mnie tam nie było. Pochłonęłam całą relację i z każdym zdjęciem czułam się co raz bardziej rozżalona, bo wiem, że tego się nie da powtórzyć.
Przedstawiam mój mikrowarzywniczek, który jest jednocześnie ziołownikiem. Nie ma się specjalnie czym chwalić, ale to pierwsze próby, w przyszłym roku bardziej się postaram.
Proszę państwa to Tereska
co w Włocławku sobie mieszka.
Najlepszy przyjaciel w świecie,
takich wielu nie znajdziecie.
Ania gości naspraszała,
potem sie zorientowała,
Kto sie zajmie gotowaniem
i wyręczy biedną Anię????
Oczywiście telefonem
dzwoni dziewczę to szalone
by Tereska przyjechała
wszystko w gary powkładała.
A Tereska już gotowa
gnac z Włocławka do Rzeszowa
będzie tam przy garach stała
choc się krytyk gości bała.
Już pierogów narobiła
z grzybów które nazwoziła
są sałatki i są ciasta
teraz na stół szybka jazda.
...................................
Ania pochwał nazbierała
a Tereska z boku stała
więc Teresce dziś dziekuję
i ten wiersz Jej dedykuję.
Bo choc nie jest z Ogrodowiska
chochlę w ręku dzielnie ściska
wszystkich dobrze nakarmiła
no i była bardzo miła.
Uśmiechnięta i pogodna
pozostała z Anią do dnia
aż sie goście rozjechali
no i Ani spokój dali.
Pozazdrościc przyjaciółki
z najwyższej po prostu półki.
Każdy chciałby miec juz teraz
tak dobrego przyjaciela.
Wiem że Ani pomagało wiecej osób ale nikt nie przyjechał z tak daleka mimo ze nie jest człowiekiem Ogrodowiska .
Hanuś
Po cichu się martwiłam, że nie miałaś okazji obejrzeć spotkania u nas..... a głupio mi było się "upominać"......... też jest mi smutno, że dla Ciebie było tak daleko
Dzięuje za miłe słowa, wierszyk i cudna hortensję
A dla Ciebie moja ketmia....
A tak wygląda grujecznik... osłonięty przed palacym słońcem.... listki opadłe faktycznie bardzo ładnie pachną.... wartoi mieć to drzewko dla tego zapachu...
Czytałam na forum, że tak zachowuje siegrujecznik posadzony w lipcu jub sierpniu od razu na palace słońce, z tego powodu nie zalecaja sadzenia w tych miesiacach, a jak już t owybierać sadzonkez najbardziej nasonecznionego miesca w szkółce. Ale jak zgubi liscie, to po kilku tygodniach powinien mieć nowe WIec jesieniadrugi raz będę rozkoszować sietym zpaachem... jest cudowny....Ale pachna tylko opadłe liscie...... jak perfumy z nutką korzenną, waniliową...zapach trudny do opisnia, ale przyjemny.
Witaj Jolu, pewnie z niektórymi stratami na działce będziesz musiała się pogodzić, Joluś zdrowie najważniejsze, będziesz silniejsza, to poszalejesz, a ogród szybko się odpłaci Pozdrawiam cieplutko
Już się z tym chyba pogodziłam ...
Nie mam zdjęć działkowych, bo dzisiaj był dzień kontroli lekarskiej, ale pokażę jak moje "miastowe" wnuki spedzają część wakacji Będą mieli co wspominać
wspaniałe wakacje, mojego też wysyłałam na takie wakacje na konie; do dziś pamięta zapach koni, siana i wspomina jako najlepsze wakacje!
pozdrawiam Jolu