Dzień dobry
Nie znalazłam na tym Forum wątku powitalnego, zaczęłam od pytań o miłorząb, ale jednak kultura nakazuje się przywitać, więc postanowiłam (nie bez obaw...) założyć wątek o naszym ogrodzie.
Mam na imię Basia, razem z moją rodziną mieszkam na swoim od 3 lat i przez ten cały czas przekształcamy totalny ugór w nasz zielony świat. Sporo za nami, sporo jeszcze przed nami, bo choć działka mała, tylko 10 arów, ale z powodu etapowego budowania przez długi czas wiele rzeczy musieliśmy robić tymczasowo. Najgorsze jednak za nami, możemy uznać, że etap przewalających się ekip budowlańców (koszmar...) za nami i teraz w końcu możemy urządzać teren wokół domu docelowo.
Może odrobina historii?
Walkę z trwałym zielichem zaczęliśmy 4 lata temu, rok prze planowaną przeprowadzką. Zaczęło się od próby wydarcia kawałka ziemi na warzywniak poprzez przykrycie jej czarną agrowłókniną, żeby trochę chwasty "wydusić".
W kolejnym roku, wiosną, jeszcze nie mieszkaliśmy, ale pierwsze warzywa były posiane. Na plastikowych stelażach był mały rozsadnik.
Przyszedł lipiec, przeprowadzka, z jednej strony radość a z drugiej, na szczęście tylko chwilami, przerażenie, jak to wszystko ogarnąć, bo i wokół domu nędza i w domu ciągle tyle do wykańczania było. Nasz uroczy przedogródek tak wówczas wyglądał...
Jesienią postawiliśmy szklarnię i ze starego ogródka mąż przeniósł wędzarnię - to ta brązowa budka, którą ktoś wziął za domek dla ptaków
Jeśli nie osłabiłam Was za bardzo, to ciąg dalszy nastąpi
pozdrawiam
Basia