Od zawsze, odkąd sięgam pamięcią marzyłam o własnym domu, wielkim ogrodzie, który okalają pnącza, ogrodzie przepełnionym zapachem róż i w którym z każdej strony dochodzi świergot ptaków... Tego miejsca szukałam, aż pewnego kwietniowego dnia (rok 2004) podczas niedzielnego spaceru z mężem natknęliśmy się na tablicę wbitą w ziemię - na środku dzikiej łąki pełnej ostrężyn, malin i drzewek samosiejek. Tablica nosiła napis: "Do sprzedania". Wprawdzie to był tylko kawałek ziemi, ale parę kroków dalej las, wokół jak spojrzeć dzikie łąki, no i wyobraźnia ruszyła

Od razu odpisałam numer telefonu do właściciela, wyjęłam tablicę z ziemi, odwróciłam i położyłam wśród wysokich traw. W głowie miałam tylko jedną myśl - muszę mieć tę działkę... To będzie moje miejsce...
Telefon pod wskazany nr tel. wykonałam niemal natychmiast, na spotkanie umówiłam się jeszcze w tym samym dniu i w tym samym dniu dałam zaliczkę na poczet działki. Wprawdzie działka nie spełniała w 100% moich oczekiwań - typowa rolna działka o wielkości 10mx1100m - czyli wąska, a strasznie długaśna. Nie przeszkadzało mi to wcale, bo w chwili kiedy zobaczyłam na prawie mojej działeczce pasące się stadko saren, kicającego zająca, krzyczące bażanty, to było mi to zupełnie obojętne

Natychmiast podjęliśmy z mężem dcyzję o zakupie, stwierdzając, ze najwyżej będzie to nasze miejsce na popołudniowe grillowanie i zabawy z psiurkiem

W niedługim czasie po zorganizowaniu środków finansowych doszło do finalizacji zakupu i wkrótce działeczka była już NASZA !!!
Całe lato karczowaliśmy samosiejki (było tego mnóstwo), kosiliśmy trawę, walczyliśmy z malinami i ostrężynami, które mimo wszystko przebijały się przez ziemię i nawet mocne środki nie dawały im rady. Jesienią, kiedy łąka była wyczyszczona z gąszczy, zamówiliśmy traktor i zaoraliśmy całe pole, następnie potraktowaliśmy glebogryzarką, aby po zimie mieć już piękną, równiutką ziemię.
W międzyczasie zachwycaliśmy się urokami okolicy, ciszą i spokojem, leśną zwierzyną, która codzinnie przychodziła na naszą łąkę, a zwłaszcza rodziną saren i bażantów, które były tu stałymi bywalcami.

Tak minął nam rok 2004.