Ale ładny kolor pysznogłówki - w ubiegłym roku też zakupiłam fioletową, lecz wydaje mi się taki bardziej przygaszony, wyblakły. To tak odmiana czy masz swój sposób na mocne wybarwienie Jeśli tak, to poproszę o radę - chętnie skorzystam
Ale kontrasty! Już nie będę poprawiać. Niech będzie wiadomo - znak czasu
To chyba na tyle dokumentacji fotograficznej ogrodu z czasu zarazy chyba brak.
Nie mam chęci w śniegu się zanurzać po kostki, bo butów brak (o ja biedna)
Jeszcze kilka antydepresantów
Dodaję, że pędzone przeze mnie hiacynty wyszły super. Szkoda tylko, że jak zwykle, zapomniałam zapisać datę okresu ciemnego i daty wyniesienia do światła
Czerwiec 2020
U nas, na północnym wschodzie w czerwcu były ulewne deszcze. Drzewa uginały się pod ciężarem wody.
Kwitły kaliny koralowe, kolkwicje i inne krzewy.
Postanowienie noworoczne (a może też wcale nie noworoczne, ale tzw zdroworozsądkowe) brzmiało następująco:
żadnych nasion roślin jednorocznych
żadnych nasion jakichkolwiek
nie kupuję już nowych roślin do ogrodu i do domu, bo miejsca brak
No i cóż:Kobieto, ty puchu...
Właśnie dzisiaj wysiałam pierwszy pojemnik sałaty, a jutro oczekuję na dostawę pierwszej partii z zamówionych nasion.
Och, ta słaba płeć....
Irenko, gdy nie mam o czym pisać to poprostu nie piszę, choć tak naprawdę ta depresyjna epoka dała się wszystkim we znaki, a coraz to ktoś z kręgu znajomych zapadający na "Koronę" działa wyjątkowo zniechęcająco do jakiejkolwiek aktywności.
Jednak, żeby nie było, że to już kompletny "Kanał", zamieszczam odrobinę radosnej twórczości mojej i natury.
A te oznaki wiosny dedykuję Tobie, coby kolejny uśmiecch nie znikał Buziaki
Odpowiem zbiorowo Basi, Grażynce, Agnieszce, Ewie oraz Irence. Z tym śniegiem nie byłoby tak tragicznie, gdyby sobie tylko leżał i nie robił szkód. Przy domu mamy zadaszony taras, który 4 lata temu oszkliliśmy tworząc coś w rodzaju ogrodu zimowego. Jest to jednak pomieszczenie (13m2) ogrzewane, w którym najbardziej lubimy przebywać, czytając książki, porozmawiać lub po prostu pogapić się na ogród. Ale...właśnie to ale...Zwały śniegu zalegające na dachu spowodowały grubą zmarzlinę, która w zetknięciu z sufitem "poci się" i zaczęło zaciekać w różnych miejscach...Porozkładaliśmy ręczniki, a co kapie to kapie i wnerwia okrutnie. Część śniegu eM zrzucił tyle co dosięgnął z drabiny, a reszta tam tkwi. W ostatnich latach zimy były łagodne więc takich przykrych niespodzianek nie mieliśmy...I dlatego tak wkurza mnie ta zima...