Plan na dziś właśnie sobie układam, zaraz idę moczyć pierwszą partię. Potem będę zwozic na pryzmę te górki darniny. Kiedy posadzę róże (pewnie w święta będę kończyć

), to rozłożę korę. Wtedy zniknie mój krajobraz białych górek

.
Wczoraj posadziłam cisy, ostatecznie sporo ich kupiłam, bo w moim ogrodniczym lokalnym mieli jeszcze zeszłoroczne zapasy w starych, dobrych cenach. Trochę baccata fastigiata i kilka zwykłych na stożki i ostatecznie na jedna kulkę. Bo taki był rozwichrzony, że uznałam, że kulka będzie lepsza niż stożek.
Poza tym bardzo się cieszę, bo wyszły mi martagony przesadzane w szczycie sezonu ze starego ogrodu. Wygląda na to, że mają się nieźle.
Będzie kwitł lilak przy tarasie. Dowiem się w końcu, który to

.
Z nieciekawych rzeczy. Nie przetrwały przesadzania o srogiej zimy dwie magnolie, sunsation i yellow river. Zastąpione zostały przez Elizabeth i Lennei Alba.
Padły dwa lilaki, biały, którego mi nie jest żal, i Ludwig Spath, za którym popłakuje. Ale sobie odkupię. Jak znajdę.
Padł niestety ten śliczny wielki grujecznik, jedna amanogawa, śliwy wiśniowe, wisienka Shimidsu, jarząb granatnaja. I chyba dwie kaliny angielskie.
Reszta ma się nieźle. W ostatecznym rozrachunku jest ok.
Patrzę sobie teraz na ceny krzewów czy bylin i wiem, że nie miałabym tak pełnych rabat beż tego przesadzania ze starego.
Poza tym pracuję ostatnio w niesprzyjających warunkach akustycznych, bo robią mi drogę i ciągle hałasuje ciężki sprzęt. Ale zaraz skończą i będę miała porządny dojazd.