Dzisiaj zimnica i 8 stopni (odczuwalna 3), a pojutrze ma być 20 i potem 28... jak żyć? I do tego bez deszczu?? No nic, może też ten koszmarny wiatr przestanie wiać i będzie można wreszcie rozsypać nawóz na rabatach bez obaw, że całość wyląduje w oku lub zakamarkach odzieży.
A dzisiaj jest tak strasznie zimno, że chyba zrezygnuję z treningu, choć przydałby się po spożyciu 1/3 sękacza z Podlasia

.
Z wieści stolarskich (dawno nie było) - małżonek robi nowe ławki na placyk przy ognisku. Starym się spróchniało, a ich konstrukcja to - według małżonka - "jakaś masakra". Te stare ławki to jedno z pierwszych, bardzo niedoświadczonych dzieł

.
A mnie skaczą (znów!!) po głowie jakieś koncepcje konstrukcji umajających ogród

. Się zobaczy. Póki co czas kończyć (kończyć to chyba jednak za dużo powiedziane...) pielenie i nawieźć cały ogród. I może się wreszcie skończą nocne przymrozki, to będzie można odpalić podlewanie, by nawozom dać szansę zadziałać. Bo na deszcz tradycyjnie nie liczę... Moja mama narzeka, że ma padać u niej cały przyszły tydzień, więc jak się pytam - po jakie licho ma padać w wielkim mieście? U mnie niech pada!!

.
A tak w ogóle to za chwilę matura (aj!), a kasztany wciąż nie kwitną...
A jakie u Was prognozy na majówkę?