Cóż to był za dzień! Piękna pogoda, słońce, ciepło i wreszcie możliwość popracowania w ogrodzie

. Uczciłam święto pracy wielogodzinną tyrką, co napawa mnie dumą, zadowoleniem i radością

Po pierwsze wypieliłam jedną część ogrodu i rozsypałam dwa rodzaje nawozu w wypielonych miejscach.
Po drugie machnęłam kanciki lub przycięłam wąsy trawiaste.
Po trzecie wróciłam do pomysłu zdarcia kolejnych połaci trawy z miejsca, gdzie owa nie rośnie, celem zrobienia tam ścieżki. Miałam tylko na próbę wyznaczyć miejsce sznurkiem, a wycięłam już zarys ścieżki

.
Po czwarte kminiłam intensywnie, z czego ma być ścieżka, koncepcji było kilka, stanęło na żwirku i płytach chodnikowych (w tej części ogrodu jest już taki chodnik, będzie nawiązanie). Z tym pomysłem wiąże się inny - usunięcie żwirku z rabat, ci też planowałam już od kilku lat.
Tym sposobem dowaliłam sobie mnóstwo roboty w sezonie, na który niczego nie planowałam

.
Po piąte małżonek wziął się za planowaną przeróbkę nawadniania, zrobił sporą demolkę, ale po zakończeniu prac pozostawił miejsce w stanie dobrym

. A kopane było na rabacie.
Zdjęcia soon.