Na Żuławach i Wysoczyźnie Elbląskiej nigdzie nie widziałam miskanta cukrowego, który wymknąłby się z ogrodów, ale nawłoć kanadyjska bardzo, wyparła naszą rodzimą z nieużytków i niekoszonych łąk.
Przed kupieniem jakiejkolwiek rośliny warto zapoznać się z jego inwazyjnością, jednego miskanta wykopałam w czas i do donicy bo rozłogowy był jak nie wiem co.
Dobrze kojarzysz
Porównywarka :
Pierwszy od chodnika jest chropowaty całkiem , ma mniejsze liście ale wybarwiają się tak samo tyle że ten pierwszy już jest czerwony a drugi jeszcze w kolorach
A tu Kora drugiego- gładsza , liście spore i jeszcze dochodzą do ognistej czerwieni
Dodam że ani jeden ani drugi nie zawiązał owoców czy tam szyszek
Jak je kupowałam - przypadkowo- szukałam drzew a konkretnie klonów wybarwiających się na ogień - to ten pierwszy po wyciągnięciu z donicy miał oderwaną bryłę korzeniową ale dał radę mimo że był bardzo słaby
Czy w słońcu czy we mgle trawy w Twoim ogrodzie wyglądają oszałamiająco.
Co do miskanta cukrowego (widocznie go nie rozpoznałam , skoro pytałam o niego, czy to rzeczywiście on na tym zdjęciu?), to akurat mam w ogrodzie i to moje przekleństwo z dawnych lat. Dostałam maleńką sadzoneczkę od sąsiadki, nie powiem ostrzegała mnie żeby go pilnować, ale cóż, chciałam mieć dużo, dmuchałam i chuchałam, a on rósł. Walczę z nim do dziś, jest bardzo ekspansywny chociaż rzeczywiście piękny.