Madzia, czy ja dobrze widzę, że u Ciebie rośnie blisko siebie klonik, który lubi wodę i rozchodnik, który nie koniecznie lubi jej nadmiar? Jeżeli tak, jak Ty to robisz, no jak?
Trudno stwierdzić na podstawie tych zdjeć Wsadź palec do ziemi i sprawdź po prostu, czy jest mokro. Jeśli jest, to nie podlewaj parę dni. I weź ten podstawek. Po to jest odpływ w donicy, żeby woda odpływała. W podstawku zostaje. Róże tego nie lubią.
Dorotko to miałaś co dźwigać i nosić.
Dobrze,że masz takie miejsce, że można te rośliny przed przymrozkiem schować.
Na kursowaliśmy się z roślinami.
Ale za to będą nas cieszyły cały sezon.
Ja bardzo cieszę się,że rośliny u mnie wszystkie żyją i warzywka.Bo ogórki, cukinia, fasolka szparagowa i nawet ziemniaczki mi już wyszły.I żyją Duża część jest nakryta geowłókniną. I na razie tak zostawię.
Moja Black Tulip w tym roku nie zakwitła, przyznam, że nie mam odwagi na taki zabieg, o którym piszesz, nie masz zdjęcia jak wyglądał ten splot korzeni po
wyciągnięciu z ziemi.
Rustica jak moja co do odmiany możesz mieć pewność
Dzisiaj posiedziałam w domu a w zasadzie bardziej w ogrodzie i działałam bardziej doniczkowo. Druga doniczka już była, ale bardzo ją lubię
Trzmielina z wydepilowaną nóżką i nowy nabytek - funkia elegans - będzie kwitła na biało
I resztki tulipanowe z palibinem i szałwią
Tyle
Szybka akcja sadzenie i przesadzanie. Bukszpany wyhodowane z malutkich niestety wywalone. Te jeszcze zdrowe, ale stołówka ćmy 3 metry dalej, zatem aby za pare tyg znów nie grzebać w nowoposadzonych korzeniach i zrobic miejsce na nasadzenia pożegnałyśmy się. No i nie chce mi się pryskać bo i tak przegram.
Być może wyjaśnienie tego, że glycynia stoi w miejscu - trawa jej już zabrała miejsca. Druga opcja to kwestia, że jej korzenie jakoś do środka rosną i może same sobie zabierają miejsce. Nic, wpadłam na to teraz, że mogłam spróbować rozplątac.
W jednym dołku mamy:
- glycynia
- róża Giardina
- jaśmin toskanski
Obłożone bukszpanem aby od słoncca ochronić, choć chłodniejsze dni teraz mamy...
Dziś przelatywały nad głową deszcze, a właściwie deszczyki, ale poszliśmy do ogrodu.
Zabraliśmy się za rozbiórkę muru. Tzn. eM wyjmował te bloczki, a potem układał je na nowe miejsce, a ja robiłam tylko za kierowcę taczki. Ciężkie te bloczki, nieporęczne, próbowałam sama podnieść takiego, ale nie dałam rady.