I wraca jak bumerang rabata, od której zaczynałam zmiany będąc na O. Rabata pod wiatą. Trudna i ciemna. Bez deszczu. Daszek skutecznie zakrywa. I tuje sąsiada. Po 4 latach prób w końcu doszło do mnie co tam chcę i co tam w ogóle chce samo rosnąć. Warunki trudne. Sucho, ciemno, wąsko. Zapominam podlewać bo wąż za krótki. W trakcie tych 4 lat sprawdziły się hosty, paprocie, barwinek, bluszcz, cis i hortka Anabelle. Wegetują tawułki, bukszpany, pnąca hortensja i przywarka, żurawki rosną ale kolor mają nieciekawy. W końcu doszłam do wniosku, że che tam monotematycznie i zielono. Zostają tylko cisy, ciemierniki, barwinek, hosty, paprocie, bluszcz i hortki Anabelle. Może serduszki. I 3 bukszpany ale te z czasem wymienię na cisy. Tylko trzeba je poprzestawiać, rozsadzić. Bo teraz w jednym miejscu mam zielony busz a w innym pustynię. Dramat.
Tak jest obecnie
Tak ma być po zmianach. Trochę więcej zielonego na zimę zostanie.
A tak wygląda przedłużenie rabaty. W sumie tam jest 5 metrów na metr. Płot cały do odmalowania.