Margarete – wiesz przecież, że w „szmaragdowym” mam swojego szpiega. Już o świcie wysłał mi fotki nowego podjazdu.
widok od strony ulicy...
od strony ogrodu...
Jeszcze tylko trzeba wkopać krawężnik od strony ogrodu (dlatego jedna kostka brukowa leży luzem) …w niedzielę czasu już zabrakło. Ukraińcy wpadną na moment i dokończą.
Ech, tak to jest z tymi smutkami Mirka ale u Ciebie latem równie pięknie jak wiosną. Masz tak bujne hortensje ogrodowe i cudnie z nimi skomponowane powojniki że wzroku oderwać od nich nie można
U mnie ten sezon ogrodniczy był wyjątkowo byle jaki. Wiosna wystartowała dość wcześnie ale kwiecień-maj-czerwiec był wyjątkowo zimny i bardzo mokry. Praktycznie nie było szans cokolwiek zrobić w ogrodzie. Tyle miałam nasadzonych tulipanów a ich kwitnienie było krótkie, w zimnicy i deszczu. Większość ledwo co zakwitła a już niszczył je deszcz.
Końcem czerwca nastały szalone upały i niesamowita susza i tak praktycznie przez całe lato. Temperatura utrzymywała się w okolicy +30 a bywały i dni kiedy było +36 w cieniu. Nie było szans pracy w ogrodzie. Dopiero późnym popołudniem w ruch szły konewki i podlewanie tego co najbardziej konieczne. Rośliny przypalało słońce i co delikatniejsze starałam się już rano okrywać cieniówką i taka była radość patrzenia na nie.
Susza i upał nie przeszkadzały natomiast chwastom. Wyjątkowo w tym roku wszędzie szalała chwastnica. Najbardziej w warzywniku. Praktycznie to co zasiałam i nawet ładnie wzeszło nie miało szans przetrwania bo zaraz pojawiał się gęsty kożuch tego cholerstwa. Plewiłam podważając każdy chwaścior łopatką żeby nie uszkodzić nikłych korzeni i wybrać w całości. A i tak po 2 tygodniach znów było zielono.
Jak by tego było mało na rabatach pojawiły się nory i ciągnące się pod roślinkami długie korytarze. Widziałam jak niektóre rośliny w oczach marnieją bo jak się później okazało wisiały prawie w powietrzu i do tego z mocno obgryzionymi korzeniami.
Gdy we wrześniu nastały wreszcie normalne temperatury to zaczął się sajgon w pracy a początkiem października przyszedł mróz -7 stopni i ściął wszystko. Ech i taka dola "ogrodnika"
Ale hortkę Twoją wyszukałam i się pochwalę, że dbam o nia jak tylko potrafię najlepiej
ostatnie grubsze pniaki pocięte, została ostania kupka gałęzi która leżakowała za płotem prawie trzy lata, człowiek taki zarobiony że nie ma czasu taczki załadować
Niuńka oczywiście pilnowała czy aby wszystko jest OK
tak wyglądało to w marcu 20017 -jedna z około dziesięciu kupek które własnoręcznie przygotowałem