Fiskarsowe?
W zeszłym roku używałam do wykopywania zwykłego szpadla z drewnianym trzonkiem. Złamał się i przywalił mnie w czoło. Nieco stratna byłam na urodzie przez jakiś czas. Mam nadzieję, że u Ciebie obyło się bez skutków ubocznych.
Wczoraj cięłam róże. Zostało mi jeszcze 5 pnących potworów i kilka okrywowych. Te drugie jeszcze kwitną, a na potwory wciąż zbieram siły. Ścięłam astry, które zakończyły kwitnienie.
Dzisiaj rzeczywiście sadziłam czosnek. Wysiałam też dwa rządki szpinaku.
Powoli do przodu. Jutro pewnie też podziałam, bo ma być ładnie.
Ładne są, nieprawdaż?
Kiedy słońce skryło się za budynkami, cały urok tego dnia się stracił.
Monia, u Ciebie wszystko zmierza w stronę jeszcze piękniejszych widoków.
U mnie ograniczeniem są niewielkie rozmiary działki. Akuratne do moich sił witalnych, ale zbyt małe do osiągnięcia dalekich planów widokowych. Dobrze, że choć cień udało się stworzyć.
Te prostokąciki na górze to okna domu.
Plan nasadzeń różanych był taki
Czerwone to Lady of Shalott, pomarańczowe to Lady Emma Hamilton, żółte Bentheimer Gold.
Nie jestem pewna czy te L of S między oknami dobrze będą wyglądać. Tam jest tylko 2,5m szeroko po poszerzeniu trawnika. Może niepotrzebnie się obawiam ale nie chciałabym już tych róż przesadzać.
To jedna z niewielu roślin, które skrzywdziłam.
Początkowo rosła naprzeciw tarasu, ale kiedy okazało się, że sąsiad też zaplanował taras w tę stronę, to trzeba było pomyśleć o wyższej przesłonie.
Wykopałam ją jako dorosły już krzew. Pechowo się złożyło, że po przesadzeniu nastało wyjątkowo upalne i bezdeszczowe lato. Konkurencja ze strony sąsiednich krzewów była spora. Kalina przeżyła, ale jej forma nie jest idealna. Miejsce też nie do końca. Trudno w tym gąszczu wyeksponować jej niewątpliwe walory.