Końcówka pobytu w Irlandii rozpieszcza mnie pogodą.
Nie żeby od razu było pelne słonko ale bez ulewy, żadnego cyklonu. Bajka.
Niewątpliwie jednak stęskniłam się za kocicą.
Dwa, boję się pomyśleć ile będzie pracy w ogrodzie a straszą załamaniem pogody.
Tesciowa meldowała mi też, że słychać i widać sporo ptactwa.
Zerkają do pustego karmnika.
Karmnik zakupiony na jedynym słusznym serwisie aukcyjnym ciut się sponiewierał.
Latem wreczyłam małżonkowi wkrętarkę i skierowałam w kierunku skarpy.
Powiedziałam, ze karmnik ma:
a) działać,
b) ciut lepiej wyglądać.
Powiedziałam, ze sporo gałęzi leży i czeka na wykorzystanie, niech nie boi się częstować.
Karmnik podrasował i przy okazji zrobil z belki coś na ksztalt domków dla owadów.
Pomysł domków jest z internetu, nie byłam taka kreatywna.
Na którymś kanale pokazującym piękne ogrody zobaczyłam coś takiego (tylko dużo ładniejszego

)