Dokumentacji sezonu ciąg dalszy

Większość pod hasłem ogrodowych rewolucji. Wzgórze powoli wychodzi z chaosu

A remont altany zatacza coraz szersze kręgi...
Chwila wspomnień i podsumowań
Kilka dobrych lat temu w kąciku przy altanie jest tak:
Rabata wije się mocną falą, podkreśloną modnym wtedy "płotkiem". Miks faktur i kolorów, aż oczy bolą... Ale to obecne odczucia, wtedy byłam zadowolona
Płotek zostaje podkreślony żwirowym obrzeżem a rośliny nabierają masy. W tej fazie rabata bardzo mi się podobała. Rośliny były młode i piękne, a wszystko zostało ujęte w uporządkowane ramy. Byłam zadowolona
Niestety płotek szybko zaczyna się rozpadać i zamiast niego pojawiają się kamienie. Rabata ma wtedy swój szczyt
Gdy osiągnie się szczyt, chce się wspinać jeszcze wyżej, zdobywając kolejne. W górach wydaje się to takie naturalne. Ale nawet tam szczyt zdobyty przypadkiem nie gwarantuje wyjścia na kolejny.
Tak też jest z moim ogrodem... Coś wyszło przypadkiem, ale nie poparte wiedzą i doświadczeniem zaczyna kuleć. Smutne, ale prawdziwe... Rośliny posadzone za blisko zaczynają walczyć.
Z rabaty odchodzi jałowiec kolumnowy, który po którejś zimie przestał być kolumną. Wypada też pęcherznica diabolo, zagłuszająca diabelsko wszystko dookoła

Zamiast niej pojawia się świerk serbski. Zaczynam dokładniej i częściej czytać "Ogrodowisko"
Fala jest bardzo niewygodna w koszeniu, obłędu można dostać od tych manewrów! Dlatego linia rabaty zostaje nieco wyprostowana, niestety nie mogę znaleźć fotek dokumentujących ten proces.
W 2018 roku przyjeżdżają moi pierwsi Ogrodowiskowi goście, których witam takim widokiem z altany

W środku ciemno i ponuro a nowy placyk, który pojawia się w rabacie oferuje gościom palety do siedzenia

Niby posprzątane, niby wyplewione, trochę ładnych roślin jest, ale czegoś oczywiście brak... Sama już to mocno czuję, wizje się pojawiają... A dzięki wam jest bodziec, jest impuls!
Biorę się do roboty