Eeee, Kochana, jak u Ciebie te hektary rabat dojrzeją i buchną to nam po prostu gały od patrzenia spuchną.
Myślę, że Raureif już w przyszłym roku Cię pozytywnie zaskoczy. Ja swoją muszę już dzielić a na dodatek jakieś wiejskie kocury przyłażą i się na niej bezczelnie wylegują robiąc z niej naleśniki. No cholera mnie bierze, jedną kępę nawet bezczelnie obsrały. Draństwo i Chamstwo po prostu!
Limki mam wreszcie po wiosennym drastycznym cięciu przyzwoite
Cieszę się Wczoraj banda wróbli napadła na moje rojniki, znów jak w ubiegłym roku dziobią soczyste listki. Wytoczyłam ciężkie działa: stracha z mojej bluzy, namalowanego naprędce czarnego kruka na kartonie, zawiesiłam go na długim sznurku na kiju. Trochę pomogło, ale co odważniejsze z boczku i tak podskubywały listki. Skapitulowałam i przykryłam donice firanami. Dziś je odkryłam, bo nie było wróbli widać. Pojawiły się znów po południu całą gromadą i znów rozłożyłam firankę. W ub. roku pozjadały mi niektóre rojniki prawie do zera. Nie chodzi tu o wodę, bo mają ją w oczku i baliach, szkodników na roślinach nie ma, co jest grane?
Wiem. Jak tam ten piach urabiałam, to jeszcze nie wiedziałam, że perowskię tam posadzę. Teraz trza jej jednak znaleźć inne miejsce, może się kobita usztywni.
No Eureka!. Dzięki Agato. Już ani złego słowa nie powiem na moje płyty. Kładłam je zresztą dosyć blisko siebie, żeby właśnie zminimalizować możliwość zachwaszczenia.
Może być, że i jedno, i drugie. Trochę dobroci tam poszło. W tym miejscu był czysty suchy piach, sporo narzuciłam. I linie kroplujące tam akurat tak lecą, że ciężko przesunąć. Trzeba będzie przesadzić.
Lato gorące, bez deszczu, przepych zakurzony Moja glina i gęstwina w nasadzeniach pozwalają dłużej utrzymać wilgoć na rabatach. Poszukałam dla Ciebie fotki z tymi liliami, niestety nn z dawnych czasów.
Oj, Gosiek, nie wzdychaj, to tylko fotki. Ja wzdycham i podziwiam Twoją wiedzę, zawsze coś ciekawego na Twoim wątku jest do przeczytania, nie wiem kiedy zaległości nadrobię.
Ooo, ależ się zagalopowałaś Ja ciągle widzę braki
Donice wykorzystaj, a deszcz... szkoda mówić, do dziś ani kropli, dopiero wieczorem przeszła burza i polało solidnie. Może ogród odżyje, bo miesiąc deszczu nie widział. A ja wreszcie odetchnę od podlewania.
Ale słodka
Iga ma dobry gust
Jak nasza Inka zdechła ze starości to łapałam się na tym, ze z nacią z marchewki lece do łazienki śwince dać, prawie pół roku mnie trzymało, nawet myslałam czy by nowej nie wziąć, ale potem zaczęłam się przyzwyczajac, teraz Młodszy męczy o papugę, ale nie wiem jeszcze na czym stanie