Znacznie się ochłodziło, ale nie na tyle, aby przebywanie na zewnątrz powodowało dyskomfort. Można powisieć w hamaczku. Źródła hałasu wybyły do kurortów. Mnie pozostał w udziale święty spokój. Czerpię pełnymi garściami.
Pomidory San Marzano osiągają już docelowe rozmiary. Wkrótce zaczną się rumienić. Z zeszłorocznego suszenia został ostatni słoiczek.
Dziękuję za Wasze odwiedziny i komentarze - obiecuję, że odpowiem na nie w najbliższym czasie. Dziś tylko zostawiam ślad, że żyję i że właśnie rozpoczęłam moje działkowe wakacje
Miło jest mieć przed sobą perspektywę kilkunastu dni wolnych i nadzieję, że większość z nich spędzę w swojej zielonej oazie
a jeszcze niedawno było tak
i takie żabki, bo tych prawdziwych zostało niewiele. Nawet Stefa się na mnie wypięła i gdzieś sobie (chyba) poszła. Po roku razem, echhhh, niewierna
kłosowce wylądowały na rabacie pod gruszką
ten nachyłek też jest przekochany, kwitnie bez końca, a jeszcze pączki ma . Kochany
dziś znalazła się moja zapomniana i zagubiona horcia - Vanila Skjy - tu się ukryła
i kwiaty hortki Hot Chocolate. Ładne, delikatne, ale moim zdaniem szału nie ma
a to mój pierwszy - miniaturka ze storczykarni z Łańcuta . Pani po przekwitnięciu kazała mi go przesadzić do tego odpowiedniego dla storczyków podłoża, bo mówi, że rośnie w samym mchu. Dziś to zrobiłam. Mam nadzieję, że go nie zabiłam.
sadźcowe gwiazdeczki