Agata,
u siebie na ogrodzie herbacianym klony rosną mi bez problemu i nie chorują, no nie powiem zdarzył mi się raz mączniak parę lat temu na paru okazach ale to był sporadyczny i odosobniony przypadek.
Eda,
super że wpadłaś do mnie na ogród herbaciany i dzięki za miłe słowa a ciurkadełko czyli klasyczne japońskie tsukabai to moje nie marzenie aby i chcę aby zagościło na stałe w ogrodzie - hmm no może kiedyś się spełni.
A od paru dni w wolnej chwili pracuję nad skomplikowaną wymianą ogrodzenia ze starego (które szpeciło) na nowe, które jest na granicy z sąsiada działeczką. Na razie na efekt finalny jeszcze trochę trzeba poczekać - a poniżej wrzucam parę fotek z budowy...
Zdjęć nie zrobiłam, bo noc mnie zastała, ale dostałam relację z Casa Gaudi na Gran Canarii..
Teren już prawie uporządkowany, drzewo draceny kwitnie i zachwyca, a plumerie ruszyły pełna parą i cudnie kwitną:
Moja juka już właściwie przekwitła, a tu proszę:
kwitną też róże
Kolejny był ogródek Iwonki ,jej Chaos jest niezwykle uporządkowany Dziękuję Iwonko za wszystko...zachwyciłam się Twoim dojrzałym ogrodem i teraz subtelnym uzupełnianiem go w kwitnące byliny i inne udoskonalenia.Bardzo eleganckie otoczenie i te cudne dodatki... !!!
Ania, lawendę już Ci pokazuję. Jednak od razu mówię - nie bierz ze mnie przykładu
U siebie ryzykuję na swoją odpowiedzialność
Przycięłam tak mocno, bo już chyba od trzech lat tak jej nie cięłam. Ani wiosną, ani latem. Zawsze delikatnie. W efekcie była za bardzo pogmatwana, że tak się wyrażę Ma jeszcze parę miesięcy do zimy, żeby ładnie odbić, a co zrobi - to zobaczymy. Jeśli chcesz, to poczekaj w tym sezonie, i zobaczymy czy mi odbije (w sensie... lawenda)
Powinnam już wcześniej ją ściąć, ale przecież pszczoły z niej dosłownie nie schodziły!!
W galeriach co nieco przed wyjazdem kupiłam...bałam się że po przyjeździe to już na cuchy nie wystarczy i zostanie mi tylko figowy listek z nowości... No ewentualnie mogłabym poprosić Sylwię,a raczej chyba Wojtka o taki listek z ich ogrodu-to jeszcze nie najwiekszy!
zaczynają kwitnąć kosmosy w warzywniku
i krwawnica wyrwana rok temu z łąki. Wracałam z biegania z takim chabaziem z korzeniami w ręce, a ludzie z kościoła wychodzili, bo to była niedziela rano. Pewnie pomyśleli, że buchnęła kwiatka i teraz ucieka
te sobie tak siedziały.
Skończyłam dzisiaj letnie prace porządkowe. W sadzie zrobiłam cięcie prześwietlające jabłonek. Od piątku wracają upały. Cieszę się, że będzie można spędzić je leżąc odłogiem.
Nie mam serca do uprawy borówek. Wymagają nieustannej wilgoci w korzeniach. Susza bardzo wpływa na plonowanie. Z 8 posadzonych krzaczków, zostało 5. Owoce są na 3.
Kusiło mnie dzisiaj, żeby ciachnąć peruczki panu Ponuremu. Wyrok odroczony. Do zaś.