Wiozłam ze sobą także inną nowość, którą kupiłam sobie w tym tygodniu na pocieszenie i byłam bardzo ciekawa, jak się zaprezentuje w wybranym miejscu.
Po przyjeździe tradycyjnie obchód, a potem drugie śniadanie przy kawie. Siedząc z kubkiem na ganku usłyszałam grzmot i zbliżającą się czarną chmurę. Nie zmartwiło mnie to, tylko czym prędzej pobiegłam zainstalować mój nowy zakup
Łańcuch deszczowy

Zielony, by korespondował z kolorem dachu. Na zdjęciu mało go widać, bo tło jest też zielone, ale w realu mam frajdę za każdym razem, gdy koło niego przechodzę w drodze do kompostownika, czyli wiele razy w ciągu dnia

Podstawiłam mu balię, która w ubiegłym roku stała w warzywniku, by nalaną do niej wodą, nagrzaną na słońcu podlewać pomidory. Nie do końca było to praktyczne. Kiedyś chciałam takie metalowe wanienki podstawić pod każdą rynnę, bo tak było u Babci

Jednak moje rynny sięgają nisko do ziemi i nie da się pod nie niczego podsunąć. Jedynie ta jedna nie została poprowadzona w dół, już nawet nie pamiętam dlaczego. Teraz będzie zbierała deszczówkę
Sądziłam, że od razu będę miała możliwość zobaczenia, jak taki łańcuch działa, jak sączy się po nim woda. Deszcz jednak, choć długotrwały, okazał się tak mizerny, że tylko pojedyncze krople leniwie posuwały się w dół - nie do uchwycenia dla mojego aparatu. Muszę poczekać na ulewę