A ten tytoń to właśnie zielony masz? Bo ja mam też biały, sam się w ogrodzie wysiewa
Czarnuszkę mam i też już się sama wysiewa. Musi trafić na trochę lepsze warunki, inaczej słabo wygląda. Nie pamiętam, czy w tym roku nasiona do siemi dorzucałam. Czemu pytasz? Na susz chcesz zbierać?
Elu, piękne przebarwienia, ta kompozycja szczególnie w moim guście Wiesz jakie odmiany astrów tam masz?
Masz dużo drzew liściastych, które teraz budują nastrój
Mi z wyliczeń wyszło też jak Marcinowi koło 90 sztuk, ale zostawiłam też na bieżące jedzenie główki i finalnie posadziłam 77 szt.
Posadziłam w kwietniu 37 karp odmiany Xenolim, która nam najbardziej smakuje.
Po jakimś czasie zaczęły wystawać.
W tym roku były za młode by jeść. W przyszłym powinnam mieć możliwość zebrania, ale tylko takich grubszych niż ołówek.
Goś, taki pechowy rok. Choć mam nieśmiałą nadzieję że los się odwraca, bo dwie ostatnie sprawy zakończyły się w końcu pozytywnie. Nie chcę zapeszyć
Dzięki, szukam fotek dla ciebie
Elu, zaskoczyłaś mnie tym wyginięciem astrów. U mnie mają dość trudne warunki, sucho chociaż oczywiście podlewam. Na żywo są przecudne. Szkoda twojego, może spróbujesz jeszcze raz bo warto.
Ja wychodzę do pracy jest ciemno, wracam jest ciemno więc trudno mi nawet komentować pogodę. Może weekend świąteczny wyjdę do ogrodu zrobić zdjęcia chociaż pogodę zapowiadają mało fotogeniczną.
Aniu, to Aster bocznolistny Lady in black. Jest taki jak Prince ale znacznie wyższy co wg mnie jest zaletą. Powinny sobie dobrze u ciebie radzić, choć potrzebują trochę czasu by się rozkręcić.
Poszukam jeszcze fotek dla ciebie
Nie umywają się do twoich ale zawsze to jakaś pamiątka.
Mamy lekki skos w kierunku od północy do południa oraz od zachodu do wschodu.
Od granicy domu do dłuższego boku działki od południa jest to około 50 cm, to chyba niewielki spadek jeśli chodzi o zagospodarowanie.
To pewnie ostatnia tak ciepła i piękna niedziela. Zaledwie tydzień od poprzednich fotek a wszystko nabrało ciepłej barwy pomarańczy czy różnych odcieni zołtego koloru.
Mam adopcyjną kotkę ale to zupełnie inna historia.
Założyłabym się nie wiem o co, że na nią nikt nawet nie podniosł glosu.
Jest adopcyjna bo urodzila się z wadą oka.
Zawsze chcialam miec maine coona ale jakos nigdy nie pomyślalam zby kupic kota kiedy dookola jest tyle kociej biedy.
Tę kotkę córka i pojawila się z nią ktoregos dnia w domu.
Poleciala po nią aż do Wroclawia i stamtąd przywiozła pociągiem do Gdanska.
Maine coon to pies w kociej skorze.
Łazi za mna krok w krok. Wydaje z siebie mnóstwo dziwnych dżwięków typu frrrr, prrrr, trrrr i miau.
Odkąd mieszka ze mną nie wiem co to prywatność.
Kotka nie przezyla nigdy zadnej traumy.
Nie boi się niczego.
Uwielbia remonty. Przeszla sama siebie kiedy zaglądala zza pleców fachowca, ktory ciąl flexem kafle…
Tak sypia w domu
A tu widac wade oka naszej Ptyszy. Jedna źrenica się jej nie domyka.