Magarku, całe szczęście mam tylko 2 sosny. I tak jest z igłami sporo roboty.
Pokazywałam wiosną ile worków zbieram. Wychodzi ponad 10 worków, a co dopiero w leśnym ogrodzie?
Nie mam dobrego pomysłu na nie. Część rozdaję, częśc podsypuje pod kwasoluby. Zostawiam sobie jeden worek na kwaśny kompost, ale on strasznie długo się robi. Resztę wystawiam na bio.
Gosiu, a może trzeba je dzielić jak jeżówki? Musze koniecznie to wiosną zrobić.
Dla Ciebie faktycznie ta zmiana czasu nie jest fajna. Ja mam ogród przy domu i nie mam czasu, a co dopiero jak masz dwa.
Podziwiam
Juzia, chętnie bym wysłała, bo i tak idzie na bio. Część biorą sąsiedzi, co roku po 2 worki przyjeżdża koleżanka
W razie czego zapraszam
Dziekuje bardzo
Zdjęcie tegorocznych cynii pochodzi z sesji pomidorowo-cyniowej. Bardzo apetycznie się prezentowały.
Zastanawiałam się czy ktos kiedyś zapyta o tytuł wątku.
Miskanty w ogrodzie posiadam, cale cztery sztuki.
Nie od traw pochodzi wiec rytul.
Kwestia jest dosc prozaiczna. Zbudowałam dom według „archonowego” projektu „Dom w Miskantach”.
Dwa miskanty memory to pierwsze rośliny posadzone w ogrodzie.
Podlewanie gnojówkami ma jedną wadę. Trzeba się mocno wysilać przy dźwiganiu 14 l konewek.
Podkaszarkę mam dużą (ciężką) i jej użycie też wymaga sporych nakładów energii. Ciężko nią manewrować i zdarzało nam się uszkodzić pnie przy podkaszaniu. Każdy jednak ma swoje preferencje podczas prac ogrodowych.
Sad w gotowości do zimowego odpoczynku.
Okancikowane rabaty na froncie i na skarpie. Niewiele, a cieszy. Po wrześniowym podtopieniu glina nieco osiadła. Musiałam ubytki uzupełnić kompostem.
Dzisiaj aura nadal sprzyjała działaniom. Przez godzinkę leciutko mżyło, ale nie przeszkadzało to w porządkowaniu zapłocia. Zebrałam kosiarką liście, okancikowałam drzewka i obsypałam je kompostem. Cebule na szczęście mi nie kwiczą.
Graby zaczynają żółknąć. Za parę dni zacznie się bieganie z odkurzaczem ogrodowym, bo z grysu inaczej liści nie zbiorę.
Zdjęcia zawsze nieco fałszują rzeczywisty obraz ogrodu. W sumie, to dobrze, że ogród nie jest zbyt duży. Wydolność mojego organizmu spada na łeb, na szyję z każdym rokiem i trudno byłoby podołać wszystkim niezbędnym pracom.
Mój ambrowiec rośnie na zapłociu. Jego docelowe rozmiary wykluczały posadzenie go w ogrodzie. Będzie z niego spore drzewo. Cieszę się, że jest, bo jesienią jest prawdziwą gwiazdą.
Jeśli masz miejsce, to się nie wahaj.