Pierwsze nasadzenia za mną. Cieszę się jak dziecko.
Skarpa w sobotę została przekopana, raz jeszcze odplewiona.
Wieczorem, kiedy już było chłodniej i słońce tak nie paliło, posadziłam wszystkie jałowce (i tamarisciofa i limeglow). Zasypałam korą. Mocno podlałam. Zobaczymy co z tego będzie. Nawet jednego zdjęcia nie mam. Muszę w końcu zrobić.
Wczoraj M. przywiózł mi w nocy od mamy rozchodnika, dziś o 5.30 posadziłam a z rozpędu jeszcze udało się w końcu posadzić wrzosy, które czekają już 2 tygodnie..
Zostały mi rojniki, którymi zajmę się pewnie jutro rano, bo to jedyny moment dnia kiedy mam ciszę (i spokój) aż do 7 kiedy wszyscy się schodzą i czekają na śniadanie
Przy okazji przerzucania kamieni tydzień temu znaleźliśmy dwa "gniazda" (?) żab lbo ropuch. Kompletnie się nie znam. Okazało się że bardzo się zadomowiły, spotkaliśmy 3 duże egzemplarze a starszy bawiąc się łopatką znalazł malutkie (1-2cm) w dwóch skupiskach. Kamienie nie poszły daleko, bo jakieś 1,5 metra obok (po drugiej stronie schodów mamy teraz kamienistą górkę) więc mam nadzieję ze się przeprowadzą, szczególnie że pod schodami jest przestrzeń niezasypana, więc miałyby mieszkanko. Wcześniej myślałam ze muszę te żaby ewakuować z ogrodu.. bo traktowałam je jako szkodniki, ale poczytałam trochę i teraz cieszę się że są.
Drugą taką sytuację miałam kiedy ptaki zrobiły gniazdo pod dachem.. byłam zła.. do momentu kiedy okazało się że praktycznie nie mamy much na tarasie (a w poprzednich latach, jako że dookoła pola orne mieliśmy wręcz epidemię much..). Do ptaków się przyzwyczailiśmy, trochę irytuje fakt, że mieszkając nad ogrodem zimowym, często mamy jedną taflę dachu brudną, ale każdy deszcz spokojnie to zmywa. Za rok nie będzie tak dobrze, bo robimy podbitkę w końcu.