Dla Dorotki/W moim małym ogródeczku/ i innych którzy może skorzystają .Nie patrzcie na jakość zdjęć ani na same maki bo stały trzeci sezon w ogrodzie ha ha
Zdjęcia poglądowe tak wyglądają kwiaty i ładnie się trzymają a nawet jak stoją w ogrodzie to się chwieją na wietrze.
Właśnie wróciłam z ogrodu. Otrzepałam rośliny ze śniegu, bo mokry i ciężki je poprzygniatał. Biedne choiny leżały prawie na ziemi. Na szczęście zabieg się udał i teraz znowu stoją ( prawie) na baczność .
Trochę popadało. Biegałam z aparatem po nocy.. zarz pójdę w dzień zrobić zimę. I otrzepać iglaki, bo leża na ziemi. Na szczęście to jest śnieg a nie mróz.. roślinki dostały pierzynkę. Rudą wpuściłam do kotłowni, bo kuliła się pod drzwiami.. Niestety moja Czarna z Rudą się nie lubią i nie ma mowy o dwóch kotach pod jednym dachem..
Tak w Lidlu jest dużo fajnych roślin.Często tam wcześniej duzo kupowałam.Śledź gazetki.A dostawy nowe są w poniedziałek i czwartek.
A jeszcze trochę będą i cebulowe
Dalsze nie pokazywane,,,wspominkowe letnie.
Bo za oknem zima , biało .To może w takiej tonacji
Liliowiec Arctic Snow
a to inny- niestety sporo mam NN.
Liliowiec Border Music
To już inny
Jak rozumiem, to chcesz uzyskać efekt ogrodowiskowy?
Popatrz na powyższą sekwencję kostrzewy i żółtych kulek... Wyszła przeplatanka. Lepiej by było te kule posadzić po 3 lub 5 (i więcej) bez dzielenia kostrzewą. Samą kostrzewę można posadzić większą plamą, czyli nie w rządku/szlaczku a np. w dwóch, trzech rzędach. W ten sposób uzyskasz właśnie "plamę". Danusia bardzo często przypomina by kolory sadzić plamami (proszę, abyś przeanalizowała ten schemat i popatrzyła jak plamy kolorów moga się przenikać). Zwróć uwagę, że to nie są paski, a rosliny sadzone w grupie, tak by zmieniona liczba sadzonek tworzyła jednolicie kolorystyczny wzór. Takie "plamy" kolorów widoczne są z daleka.
Ta sama uwagą dotyczy żurawki. Wiem, że zamysł był zrobienia z niej obwódki. Ale moją pierwszą myślą było zirytowanie na jej monotonność. W niektórych miejscach ją poszerz i "wpuść" pomiędzy rośliny. Ta żurawka bardzo fajnie może być połączona np. z przywrotnikiem ostroklapowym.
Powyższa rabata obfituje w formy strzeliste/pionowe. Wizualnie brakuje mi w piętrze pośrednim czegoś mającego charakter poziomy. Moim zdaniem idealnie wpasowałyby się poduchy, czyli jakieś rośliny cięte na ten kształt. Nie kulek, których masz sporo, a właśnie leżące, niskozawieszone poduchy, To mogą być cięte iglaki, typu tuja lub cis. Ale to moga być też lisciaste jak azalie japońskie (tniemy do najpóźniej 2 tygodnie po kwitnieniu), tawuły japońskie, trzmieliny, kiścienie... Bukszpana nie polecam, bo poprzez kontakt z ziemia ma skłonności do chorób grzybowych (winą jest brak przewiewu od dołu).
Do przeanalizowania różnych możliwości łączenia form zapodaję rysunki
Na przyszłość - nie szukaj mnie po wątkach, a wołaj poprzez pw.
Zapraszamy jutro 4 lutego na spotkanie pozytywnie zakręconych ogrodników Chełm i okolice Sąsiednie miasta
Zbiórka przy studni na Placu Łuczkowskiego o godzinie 14:45
Myślę sobie…dobra…latarenkę już mam, dekoracje okienno-lustrzaną też…na razie starczy tych damskich robótek.
Ale nie !!! Dwa dni później olśnienie! W piwnicy mam prawie nowiutki, elektryczny grill. Stoi tam sobie, nie wiedzieć czemu, wcale nie używany. Już kiedyś miałam pomysła, żeby przerobić tradycyjny grill na elektryczny, ale wtedy jakoś czasu zabrakło.
Teraz czas jest, więc biorę się do roboty! Po pracy pojechałam do „szmaragdowego” po mój stary grill na węgiel drzewny. „Staruszek” zrealizował się już życiowo – nie jedno przyjęcie gilowe przygotował, setki (a może nawet tysiące) różnorodnych mięs i warzyw podpiekał, niejedną spaloną na węgiel kiełbasę przeżył…
Grilla umyłam, rozkręciłam na elementy, „wzięłam” z niego miarę, pokombinowałam co i w jakiej ilości będzie potrzebne…
…i znowu wkrętarko-wiertarka przyszła z pomocą. Potem farba, kilka haczyków, gwintowany pręt…i gotowe.
Dodatkowo grill dostał w prezencie kilka haczyków na potrzebne do grillowania akcesoria oraz zgrabną półeczkę na butelki.
Na ewentualność gdyby ukradli prąd grill tak jest skonstruowany, że po odkręceniu dwóch śrubek, w każdej chwili można z niego zrobić z powrotem grill tradycyjny.
I co, może być ???
Teraz przyszła kolej na lustro stojące „od zawsze” za szafą.
Lustro…a raczej lusterko (30cm x 30cm), kupione onegdyś w znanym szwedzki sklepie o nazwie zaczynającym się na literę „i”, wisiało kiedyś gdzieś o czym świadczyły śladowe ilości taśmy samoprzylepnej na jego tylniej stronie…
Zupełnie nie wiedziałam po co to lustro wyciągnęłam zza szafy…i tu z pomocą przyszedł Internet.
Że też ja na to wcześniej nie wpadłam.
Zrobię ramę do lustra! Ale jakąś fajną…śmieszną…zaskakującą… Chwilka zastanowienia…i już zaczęło coś „świtać”, a na kartce papieru pojawił się pierwszy szkic.
Przydałoby mi się stare okno…tylko skąd je wziąć? Poprosiłam o pomoc koleżankę z pracy, żeby na swojej rodzinnej wsi poszukała dla mnie potrzebnych staroci….Wykonanych kilka telefonów i w najbliższy weekend połowa tubylców biegała po wsi, żeby znaleźć odpowiednie okno…Niestety nic nie znaleźli. (Ale i tak wielkie dzięki Iwonko za pomoc !!!)
W związku z powyższym kolejnego dnia - wizyta w sklepie po potrzebne drewniane listewki i deski, 4 metalowe okucia, klej oraz papier ścierny.
Następnie z pomocą przyszła wkrętarko-wiertarka, kilkanaście małych śrubeczek i niewielka piła do drewna. Po godzinie rama była gotowa.
Jeszcze tylko zostało pomalować ramę i zrobić przecierkę, żeby udawała stare okno, ale to dopiero wtedy, gdy będę wiedziała, gdzie ją powieszę. Wybiorę wówczas kolor, aby pasował do ogólnej aranżacji.
Do wiosny jeszcze chwila, a mnie już zaczęło „nosić”…już bym coś porobiła w „szmaragdowym”…
W tamtym roku (w sezonie przedogródkowym) konstruowałam budki lęgowe dla ptaków…w tym też powinnam czymś zająć głowę i ręce, by szybciej upłynął czas do wiosny.
Postanowiłam wykorzystać „przydasie”, które od niepamiętnych czasów walają się gdzieś po mieszkaniu, piwnicy, garażu…
Na pierwszy strzał poszła mała latarenka, która stojąc bezużytecznie na półce przyciągała tylko do siebie kurz. Jej trzy większe siostry od 4 lat mieszkają w „szmaragdowym”, ale ta najmniejsza jakoś nie znalazła tam miejsca.
Hmmm…co by tu z nią zrobić….? Latarenka powinna świecić, więc przerobię ją na elektryczną, a potem znajdę jej gdzieś jakąś fajną miejscówkę w „szmaragdowym”!
Znalazłam w piwnicy kabel z oprawką, który pozostał jako jedyny namacalny dowód istnienia lampki nocnej, która kiedyś wzięła i się potłukła. W pobliskim markecie budowlanym nabyłam drogą kupna wspornik do półki w ilości sztuk 1. Natomiast elektryczne źródło światła pozyskałam uszczuplając moje zapasy oświetleniowe o
jedna żarówkę typu LED.
Przy pomocy śrubokręta, nożyczek i własnej pomysłowości połączyłam wszystkie elementy składowe i wyszło takie coś…