Zaledwie cztery dni były naprawdę słoneczne. Znowu siąpi deszcz, pochmurno. Powoli zamykam sezon ogrodowy 2017. Zostało mi jedynie przekopać warzywnik. Jeszcze ostatnie ogarnianie z liści. Trawa skoszona ale kto wie może trzeba będzie jeszcze raz ją skosić. Wszystko zależy od pogody i od przymrozków.
W zasadzie nie mam co focić. Te same kadry, trudno zanudzam raz jeszcze
podobno zima mroźna ma być, zastanawiam się, czy zostawić w doniczkach na zewnątrz, czy chować, na chwaścik dokuczliwy nie patrzeć, znów szydełko pójdzie w ruch
obrodziło
To pewnie głupie ale zawsze o tej porze roku firanki u mnie odsłonięte a ja siedzę naprzeciw okna i gapię się na las.Na dodatek o tej porze najbardziej mam chęc na wycinanie drzew które mi ten las zasłaniają.
Pewnie budynek siostry od zewnatrz ma styropian , niestety ptaki zaraz to wyczują i mają nadzieje na dobre kryjówki.
W brzózkach miałam porozrzucane derenie. Niestety, te sadzone wewnątrz nie dały rady konkurować z brzozami o wodę. Musiałam je wysadzić. Zostały tylko te rosnące z przodu rabaty. One tworzą średnie piętro. Wcisnęłam tam dwie niskie krzewuszki, barbule, kocimiętkę, najzwyklejsze bezodmianowe rozchodniki, są samosiejki chabrów i wilczomlecza sosenka i turzyce FC. Próbowałam z zimozieloną imperatą, ale odmówiła współpracy w tym miejscu.