Przez weekend mnie nie było. Zawieźliśmy "Dziecko" na lotnisko, pozałatwialiśmy kilka ważnych spraw rodzinnych.
Dziecko dwa miesiące spędzi na dalekim kontynencie, gdzie będzie szlifować język angielski i opiekować się dziećmi na obozie.
Takie widoki codzienne ma moje "Dziecko", co mnie o głowę przerosło. Zazdroszczę mu: