Po jakiejś pół godzinie, kiedy udało mi się pensetką włozyć sikorce kilkanaście ziarenek (ziarna slonecznika musiałam kroić bo były dla niej za duże i nie mogła przełykać), przeniosłam ją do pudełka po butach wylozonego miękką sciereczką.
zauważyłam, że otwierała dziobek wtedy, gdy poruszałam mocniej pudelkiem - wtedy dawałam jej ziarenka.
Haniu, nie widziałam Twojego, ale mój pensylwańczyk nie wygląda dobrze, wszstkie klony są zjawiskowe, a on nie wiem co mu się dzieje, na patrzyłam na niego od czasu przymrozków majowych, wygląda mi na to, że korzenie mu stoją w wodzie, jutro muszę sprawdzić
Odpowiem zbiorowo i wgram zdjęcia
Dziewczyny, nawet nie wiecie ile radości dała mi świadomość, że sikoreczka przeżyła Ponieważ po raz pierwszy w życiu miałam taką sytuację bałam sie jak diabli, że zrobię coś, co zamiast pomóc, zaszkodzi.
Dziękuję za Wasz uśmiech
Oto nasz bohaterka zaraz po znalezieniu jej w wodzie. To znaczy, zdjęć od razu nie robiłam, dopiero jak przeniosłam ją pod krzaki aby nikt jej nie upolował, wytarłam troszkę z wody i próbowałam karmić ziarnami najpierw siemienia lnianego a później slonecznikiem