Moje na pewno w tym roku nie zakwitną, bo malusie są.
Zapytaj kogoś, kto ją miał lub ma (np. JoannA).
Zamierzam ją na zimę zabrać do pomieszczenia, bo wiem, że nie przezimowała w gruncie u ludzi. Jeśli przeżyje - będę się cieszyć, jeśli nie - trudno.
Na tle tych pracusiów to wszyscy inni tutaj wyglądają na leniuchów Ode mnie poczynając
Moja ciocia o takich nadzwyczaj pracowitych ludziach mówi "mocarze"
cudnie mieć takie Rozlewisko!
Przegorzan z jeżówkami świetnie wygląda.
Pomysł na liliowce żółte skomponowane z lawendą bardzo ciekawy, też bym skorzystała, tylko, że moje liliowce kwitną wcześniej, więc nijak się nie zgra.
Ale Ty Tess, jesteś prawdziwa królowa liliowcowa - tyle cudnych odmian!
Mam zaległości w Twoim drugim wątku, ale tam żeby nadrobić to potrzeba trochę więcej czasu, podglądałam troszkę, ale muszę się lepiej zorientować, bo ciekawa jestem co tam wyczarowałaś.
Tak, starsze pszczoły wyczuły zagrożenie (egzystencjalne, słabość rodziny pszczelej) i uciekły, nawet z matką. Na pewną śmierć. Taki akt desperacji, samozatracenia.
A młodsze, które urodziły się niedawno i miały jakby w genach zapisane, że to one młode, zdrowe (?) zadbają o zimowanie rodziny - zostały. Miały ogrzewać w zimie rój w kłębie nawet do 35 st. (nie mniej niż 20 st.).
Ale nie dały rady i się osypały.
Żaden rój, żadna rodzina pszczela nie wpuści obcego roju do ula. Ew. pojedynczą pszczołę z pożytkiem, by potem - gdy ta rozładuje pokarm do komórki - ją "zgryźć".
A wyrojone rodziny pszczele szukają dachów, konarów, opuszczonych pasiek, lip spróchniałych.
W wielkim ale prostym skrócie tak się sprawa przedstawia.
Pszczółko, napisałaś, że te mądrzejsze pszczoły uciekły. Gdzie takie pszczoły uciekają? Do innego roju? To one wyczuwają, że w ulu jest jakies zagrożenie?
Mnie najbardziej podoba się przegorzan. Ale wszystkie malunki świetne.