Myślę, że w końcu nadszedł czas na to, co mi się nie udało w tym sezonie - przez moją niefrasobliwość, gapiostwo lub brak wiedzy.
Na pewno jest to słaby rok, jeśli chodzi o kwitnienie rododendronów w ogrodzie. Dlaczego tak się stało - nie wiem. Mój rodek Roseum Elegants zakwitł tylko dwoma kwiatami. Podobnie azalie (z wyjątkiem Il Tasso, która jak zwykle nie zawiodła).
Widłami operuję głównie w warzywniku. Tam z uwagi na coroczne wzbogacanie kompostem i materią organiczną gleba ma nieco lżejszą strukturę. Na szczęście!
O umiarkowanej aurze też marzę, bo przy takiej pogodzie jaką mamy w tym sezonie, wypada zaczynać sezon bardzo wcześnie, żeby zdążyć przed skamienieniem gleby.
Kółeczka przy drzewkach owocowych ułatwiają koszenie. Odpada konieczność obcinania wąsów.
Ścieżki w warzywniku też są dostosowane do przejazdu kosiarką. Trawiaste powierzchnie szybciej się porządkuje. Wygodnicka jestem.
To, co zmarzło, niespiesznie zaczynało odbijać. Trzymam kciuki, żeby u Ciebie też tak było.
Mam nadzieję, że wyjazdy związane są z podróżami, a nie czymś niespodziewanym. Dzięki za pamięć! Ściskam mocno.
Ktoś sobie znalazł piękne miejsce do relaksu. Może uda się dojrzeć szczegóły.
Wyjechana jestem. Lubię wracać tam, gdzie byłam, ale szukam tego, czego jeszcze nie widziałam.
Na pierwszy ogień poszedł cmentarz alianckich żołnierzy poległych w czasie desantu na wyspę.
Gaury wyglądały tam zjawiskowo, a murawa z mikrokoniczyny prezentowała się idealnie.
Pobyt jak zwykle; trochę plażowania, a trochę zwłóczenia się tu i tam. W tym roku w planach Elafonisi i Chora Sfakion.
Buziaki!