ale widoki do porannej kawki
Tess uwielbiam te Twoje zakamarki w ogródku, wijące się geometryczne ścieżki wokół penduli jak patrze na Twój ogród to stwierdzam że właścieiele małych ogródków nie mają co zazdrościć przestrzeni właścicielom większych ogródkó taki przytulny klimat w dużym ogrodzie cięzko uzyskac !
A to Lolek, który wyciąga mnie na ogród, bo chce czuć się bezpieczny. w mojej obecności nie napadaja go koty z sąsiedztwa. Łobuz chyba upolował moją żabę, bo jej nie widzę.
wiosną, ale dopiero jak tam zajadę, czyli najwczesniej koniec kwietnia.
Albo jesienią, we wrześniu, październiku. W zasadzie tylko w lecie nie tnę.
Raz w roku albo dwa, w zalezności od potrzeb. Nie chce, by wyrosły na tyle wysoko, byśmy nie dali rady ich skrócić.
Pamiętacie moje brzózki samoróbki?
Oto one. Już nie maluchy, młodzież brzozowa.
Tnę je z wysokości i szerokości, zeby uzyskać zieloną scianę osłaniającą budynki gospodarcze sąsiada.
I serby moje ukochane, zupełnie nie pasujące do tego miejsca i jego klimatu. ale ich nie wytnę.
A to wiosną robiona rabata. Za radą Ensaty zamierzałam łamac konwenanse i połączyć miskanty z malwami. Prawie się udało. tylko malwy urosły w tym suchym roku na jakieś 2,5 metra. A trawy są dwa razy niższe, niz w ub. roku.
Upchnęłam tu miskanty, rozchodniki Matrona, rozplenice Moudry, z przodu jest żurawka aw środku tego kociokwiku jeszcze berberysy Bagatelle. Oczywiście nawet ich nie widać.
Do przeróbki oczywiście. Gdzie ja miałam rozum?
Leśna. Z hortkami które wstyd pokazywć, bo źle je przyciełam wiosną. Dużo gałązek, małe kwiaty. Ale pokazuję, instruktażowo, jak nie należy ciąć hotrensji.
Te maluchy po lewej posadzone z własnych sadzonek zeszłorocznych.
Dla porównania te same hortki Magical Candle dobrze przycięte, w Gąszczu.