Moje podwileńskie Wigilie były bardzo skromne.
Pacierz, opłatek, Zupa śledziowa + ziemniaki w mundurkach. Śledź w oleju, jak była ryba na gorąco to dobrze. Kapusta z grzybami. Potem pieczone uszka z grzybami z półkruchego ciasta. No i obowiązkowo kisiel żurawinowy. U babci pamiętam i taki owsiany też był. A na deser mleczko makowe + sucharki do tego, zwane ślazikami.
Prezentów nie było, bo Mikołaj 6 grudnia wszystko rozdał co miał. Przy piecu na koniec łupaliśmy orzechy laskowe własnoręcznie wczesną jesienią nazbierane.
Okruszki z obrusa wigilijnego razem z siankiem i opłatkiem ojciec wynosił do żywioły z życzeniami zdrowego roku.
Co do dań obowiązywała zasada: wszystko z wody, z lasu, z ogrodu, z pola.
Trzeba było wszystkiego spróbować, bo mogło nas ominąć jakieś szczęście, gdyby się czego nie spróbowało. Do dziś dnia nie cierpię śledzi w żadnej postaci, a i do ryby nie mam skłonności. Chociaz innym nie obrzydzam jadła.
Choinek się nie stawiało. W świętym kącie, zwanym pokuciem, przed wigilią ojciec stawiał dorodny snop żyta, zwany dziadem. a pod obrusem koniecznie dużo siana, a nie marne ździebełko. No i pod sufitem podłaźniczka albo pająk ze słomy, albo i to i to. Dopiero po pasterce, na stół wjeżdżały jakieś mięsne dania. Ale co do zasady, nie gotowało się nic wszystko miało być wcześniej gotowe. Przeważnie biło się wieprzka, i sporządzało się wyroby własnoręcznie. Kiełbasy, salcesony, pasztety, wątrobianki. Piekło się szynki i suszyło się polędwice i tylne szynki. Ale zawsze czekaliśmy na pieczoną babkę ziemniaczaną w grubym jelicie zwaną z wileńskiego wiadary, wiedarai.
Wigilie były smutne, My zostaliśmy z tamtej strony, bo było już po podziale Kresów, dzieci musiały chodzić do szkoły, nie było wolnego. Wolne było od 1 stycznia 1 tydzień, na koniec półrocza w szkole. No i obchody naszych świąt były nie mile widziane.
Cieszę się, że rodzice skorzystali z drugiego rzutu repatriacji, w 1958r.
Żartuję, że za to dziękować muszę Stalinowi, bo umarł, a potem Chruszczowowi, że nas wypuścił.
Zajęłam się jeszcze dzisiaj schodami bo w perspektywie mam jeszcze ubieranie choinki, stroiki no i jeszcze przed domem trzeba coś powiesić a czas ucieka.
Bez lisci ale kwitnie to prawda. Ma wyblakle kwiaty bo malo slonca, dni krotkie, jeszcze zalezy gdzie ja trzymasz.
Moja obecnie jest w stanie okropnym same łodygi z kolcami. Liscie oblecialy bo dlugo byla na balkonie.
Byle do wiosńy. Malo zdjec na tej stronie.
Szaro buro i ponuro trzeba rozjasnic.
Gwiazdy betlejemskie (poinsecje) to niezwykle popularne rośliny doniczkowe, którymi zdobimy nasze wnętrza w okresie Adwentu i Bożego Narodzenia. Choć najbardziej znane są poinsecje o ciemnoczerwonych kwiatach, to w sprzedaży pojawiają się również odmiany kwitnące na biało, łososiowo, różowo czy cytrynowo. Dzisiaj dostałam odmianę kremową i troskliwie się nią zaopiekowałam.
Kilka zdjęć z mojego strojenia ogrodu. Dalej będę doskonalić nocne zdjęcia, albo wrócę do starego aparatu.
To najwyższa tuja 'Kórnik' obok jest ok 2 m.
Tu w grupie jest 9 szt, ale razem nie daję rady ująć, jedna gaśnie, druga rozpala się.
Czerwona wysoka, fioletowe 3 szt, jedna żółta i 4 białe zimny kolor.
3 łuki razem.
[img
Kule cisowe czerwone pod domem byle jakie zdjęcia.
Kochani, długo mnie nie było, ale już jestem Dziękuję, że zaglądacie Dla Was kilka dzisiejszych fotek:
nieco świątecznych klimatów:
i tu mi padła bateria, bo dawno fotek nie robiłam, długo się ładowała, a potem był wieczór i nici z dzisiejszych fotek...
Jeszcze postaram się odezwać przed Świętami