Dziś dzień rozpoczynam na poważnie, Już widziałam przepiękny klucz żurawi, usłyszałam je w łóżeczku,, wyskoczyłam z aparatem i tyle udało mi się złapać - o ustawieniach nie było mowy. Było ich ok 30, pięknie nawoływały. Aparat pokazuje złą godzinę, jeszcze nie przestawiony
Kolory to ma teraz i wcale nie takie oczotegliwe.. ale rośnie zdrowo.. jest taki kształtny sam w sobie.. i posadzony na skalniaku, czyli z jednej strony nasyp a z drugiej płyty kamienne.. nie podlewany, ma sucho jak cholera .. i dziwne ale żyje. Wiosną go chyba już przytnę ,bo mi pół skalniaka zarasta. Nie chciały tu rosnąć klony, jak posadziła w końcu małe (bo łatwiej się aklimatyzują i jak padają to mniejsza strata finansowa) to zrobiły się wielkie ..
Ja też miałam dziś drogę krzyżową.. ale wodną.. 2 godziny przesiedziałam w oczku i cięłam, cięłam, cięłam (jutro będę sprzątać ).. .. lotosy zwodowane.. kręgosłup się przestawił w nowe miejsce.. auć.. ważą cholery.. przy składowaniu kotłownia zasyfiona na maksa.. Ale już bezpieczne.. jeszcze rozedrzeć kastry do rozdania.. te są w szklarnii. I pozbierać metry sześcienne zielska z oczka.. na razie leży wkoło oczka.. ale zastałą noc.. no i troszkę zmarzłam w łapki Do pałek już się nie zanurzyłam, bałam się, że jak do nich dojdę to mogę wylądować w wodzie .. Teraz choroba jest niewskazana. Walczę z czasem i bez takich ekscesów.
Zanurzenie....
I tak teraz łyso
Część lotosów czeka na taczkę.. reszta na drugim brzegu.. ale już są na miejscu.. I dobrze, bo jak pomyśle ile ważą to mi skora cierpnie bardziej niż od tej zimnej wody,..
Jeszcze wykopać dalie.. a reszta niech sobie sama radzi...