Ubiegłoroczna zima była dla nas bardzo życzliwa- nie było jej wcale. Po ogarnięciu i ucywilizowaniu wnętrz przyszła pora na cywilizowanie zewnętrzności.
Od frontu wyglądaliśmy tak
Czekało nas rozplantowanie ziemi wybranej spod podjazdu, przekopanie tej części działki, na której polegiwały pagórki piasku, przeprowadzane były głębokie wykopy. W kwietniu tego roku wyglądało to tak- czysta płachta ziemi to teren już obsiany zielonym nawozem
(EMek stoi na górze humusu do rozplantowania)
Wykonana została opaska wokół domu, jej wypełnienie to otoczaki pozostałe z budowy gruntowego wymiennika ciepła. Powstały podniesione rabaty podokienne
Na tej posadziłam żurawki, hortensję limelight, ostrokrzewy blue princess, rozplenice i dwie róże wielkokwiatowe.
Na drugiej runianke japońską i rododendrony. Ten środkowy coś chorował, więc zastąpiłam go hortensją annabel.

I kopałam, kopałam, kopałam, wybierałam żółtą glinę, grabiłam i tak mi zeszło kilkadziesiąt dni
W czasie tego kopania rodziły się pomysły na kolejne rabaty, na ogródek warzywny.