No i ostatnie spojrzenie na muszlę stojącą na środku, podjęliśmy decyzję będzie przesuwana...
no i stało się, oczom ukazał się widok moich "złotych piasków". żeby przesunąć muszlę należało podkopać betony, każdy drut (9szt) był zatopiony w betonie wielkości dużego wiadra (widać to w dolnym lewym rogu zdjęcia). Graniczyło z cudem żeby we dwójkę (M i ja) wydostać to ustrojstwo w całości (zespawane) na powierzchnię. EMuś darł się jak oszalały, coż ja znowu wymyśliłam, ale odwrotu nie było. Młej knop w złości zrobił wialdże łeczi, ja meslała, że bandze sroł, a łen telko z łedbytnicy przeraźliwie zacharczoł, a kiszka stolcowa z wesiłku welazła do kłelan.
Wydarliśmy łestatkiem sił wszestko na wierch. jaczi błehater ten mój knop...
po kilkunastu dniach na miejscu muszli porosła trawka, a łena stała już na swojem nowem mianscu, wokół niej posadziłam winobluszcz pięcioklapowy.