Pokręciłam się dziś po ogrodzie. I tulipanki wyszły. Chyba się ciut rozmnożyły.
Na bukowej wychodzą narcyzy sadzone w styczniu. Wyszły też hiacynty które kiedyś wysadziłam z doniczki.
Róże wystartowały, buki w pąkach. Wiosna już na daje wyraźne znaki.
A potem
Namieszałam ziemi w taczce z worka z kompostem, moją gliną i bazaltem i skorupkami. Przesadziłam ciemierniki do większych doniczek. I tak pójdą do ziemi.
Chyba mialy za mokro bo staly na takich tackach. Troche zmarniały.
I mam 3 siewki w mojej ziemi z zeszłego roku od koleżanki ogrodowiskowej Helen i stoją w miejscu. Więc je też wsadze do doniczek.
Moje tegoroczne zakupki.
Jeszcze jedne w drodze.
Jutro sadze liliowce i przesadze coniki na basenowej. Może uda się coś więcej.
Wysiewam nasionka w dwóch 70 cm skrzynkach (w każdej są dwa rządki). Siewek już nie pikuję. Około 15 maja wsadzam sadzonki do gruntu.
Tak wyglądały 28 maja.
Na początku czerwca krzaczki zaczynały kwitnienie.
7 czerwca usunęłam im wilki (w narożnikach między łodygą a liściem wyrastają nowe pędy- u siebie je usuwam), krzaczki zostały podwiązane do palików.
Gleba wokół krzaczków ściółkowana jest skoszoną trawą. Po dwóch tygodniach od posadzenia zaczynam zasilanie pomidorów gnojówką pokrzywową, a potem ze skrzypu. W miarę wzrostu krzaków podwiązuję je coraz wyżej. Usuwam też sekatorem dolne liście.
W połowie lipca krzaczki są już spore i mają mnóstwo owoców.
Teraz wszystko zależy od pogody. Upały opóźniają dojrzewanie owoców, za dużo deszczu też nie sprzyja. Zwykle zbiory zaczynają się w drugiej połowie lipca. Najwcześniej owocują odmiany karłowe, niskie.
Sadzę też pomidory, które nadają się do suszenia. Mają niewiele pestkowej galaretki i nieco twardawy miąższ.
Ubiegły sezon był bardzo udany. Porobiłam kilkadziesiąt słoiczków gęstego soku, kilka słoiczków suszonych pomidorów, a surowe jedliśmy do początku października.
Jeszcze mnie czeka przesadzanie wrzosów ale to nie będzie luz robota.
A jutro jak wstanę z łóżka bo mnie kręgosłup napierdz... to biorę się za cięcie róż.
Posadziłam 5 powojników.
Ale żeby to zrobić musiałam wysadzić kostrzewę, która wylądowała w donicy i przesadzić werbeny.
Siatkę zieloną jeszcze nie ściągnęłam bo przynajmniej mnie nie widać .
Ale się styrałam dzisiaj. Jak nigdy. Po zimie to jest jakaś masakra jaki człowiek jest sztywny i skapcaniały .
Przesadziłam żurawki, dosadziłam liliowca, posadziłam ostróżki.
Zmiany, zmiany, zmiany.... dwóch tujek nie ma już w tym miejscu. Była mini rewolucja, a teraz trzymamy kciuki za powodzenie i zaaklimatyzowanie się tych dwóch zielonych panienek w nowym miejscu.
Za to zmienił się widok zarośniętej stipą rabaty. Lecimy z fotkami....
Dziękuję, mocno je ciachnęłam. W niektórych miejscach do gołych łodyg, ale w ubiegłym roku za mało były cięte.
Często odpoczywam, po trochu coś tam robię. Praktycznie całą zimę coś robiła, w ogrodzie.
Narobiłam się dzisiaj przyjemnie Dokopałam się do kompostu w jednej ze skrzyń. Rozwiozłam 7taczek dobra, przesadziłam kilka roślin, pozbawiłam Lykkefund owoców (w tym roku nie cieszyły się zainteresowaniem ptasiego towarzystwa) i wsadziłam do doniczek resztę dalii. Na dzisiaj chyba mi wystarczy Prócz mnie, w ogrodzie uwijały się pracowite pszczoły i nawet jeden trzmiel