No tak się kurowałam, że lepiej nie gadać..... Od środy brałam leki, w piątek było już lepiej, więc postanowiłam z chłopakami do Kubusiowa pojechać. W drodze zrobiło mi się duszno więc nastawiłam sobie nawiew od klimatyzacji prosto w paszcze na kilka minut..... po dwóch godzinach nie mogłam, przełykać, jeść i mówić..... czułam każdą kosteczkę, z której krtań się składa. Piątkowy wieczór przepłakałam z bólu i faszerowałam się lekami i rosołem, w sobotę mogłam przynajmniej powiedzieć jedno słowo na godzinę, a w niedziele miałam już dość wszystkiego i rano wróciliśmy do Wawy....
Dzisiaj już lepiej, bez temp, i gardło w miarę oki
Jedyne zdjęcia jakie zrobiłam w Kubusiowie to takie dwa.....
A tak to siedzę na Bogdowym ogrodem...... ale nie nadążam normalnie.....